Mity wegetarianizmu

Wydaje ci się, że masz coś ciekawego do napisania, a nie potrafisz nawet założyć sobie bloga? Napisz to tu, a my po sprawdzeniu tekstu pod kątem koszerności, sensu i ortografii opublikujemy go. Lub też nie.

Moderator: XmichassX

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Mity wegetarianizmu

Postby Vibovit » 29-05-2007, 14:04

tekst długi, ale bardzo ciekawy - przeczytałem w całości. i tzw. "koń trowersyjny", używając języka mitologii greckiej.

jestem ciekaw waszych uwag.

art. dotyczy zarówno ideologii, jak i nazwijmy to technologii żywienia, więc mogłem go założyć w Kulinariach. jednak zdecydowałem się na Politykę (Mydło jest zbyt śmietniste.)

http://zywienie.host.sk/articles.php?id=41

Dr Stephen Byrnes

Mity wegetarianizmu

Badania medyczne dowodzą, że wegetariańska dieta nie jest w stanie dostarczyć organizmowi wszystkich niezbędnych mu składników, w związku z czym nie gwarantuje dobrego zdrowia.

Ewolucja mitu

Wraz z niczym niezastąpionymi i nienaukowymi, rozpowszechnianymi w ostatnich dekadach lękami przed tłuszczami nasyconymi i cholesterolem, pojawił się pogląd, że wegetarianizm [1] stanowi znacznie zdrowszą dla ludzi opcję. Eksperci od spraw zdrowia i zajmujące się ochroną zdrowia agencje rządowe przekonują ludzi, aby jedli mniej produktów pochodzenia zwierzęcego, a więcej jarzyn, ziaren, owoców i roślin strączkowych. Wraz z tymi zachętami wygłaszane są też pewne twierdzenia i cytowane badania dowodzące rzekomo, że wegetarianizm jest zdrowszy dla ludzi i że z konsumpcją mięsa wiążą się choroby i śmierć. Wielu ekspertów poddaje te dane w wątpliwość, lecz ich zastrzeżenia są zazwyczaj ignorowane.

Jak wykażę w dalszej części, wielu wegetariańskich twierdzeń nie da się obronić, a niektóre z nich są po prostu fałszywe, wręcz niebezpieczne. W pewnych określonych warunkach zdrowia dieta wegetariańska ma zalety, są również ludzie, którzy lepiej funkcjonują przy mniejszej ilości tłuszczu i protein, lecz jako lekarz, który miął do czynienia z wieloma wegetarianami i weganami, znam w pełni niebezpieczne efekty diety pozbawionej zdrowotnych produktów pochodzenia zwierzęcego. Żywię nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu czytelnicy będą ostrożniej podchodzili do wegetarianizmu.

MIT 1: Konsumpcja mięsa prowadzi do klęski głodu i poważnie narusza naturalne zasoby Ziemi

Niektórzy wegetarianie utrzymują, że trzoda chlewna i bydło wymagają pastwisk, na których można by hodować zboża dla wykarmienia głodującej ludności krajów Trzeciego Świata. Głosi się również, że karmienie zwierząt głodu wśród ludzi, ponieważ żywy inwentarz zjada żywność, którą mogliby konsumować ludzie, czyli że rozwiązaniem problemu głodu jest wegetarianizm. Te argumenty są nielogiczne i przekłamane.

Pierwszy z nich ignoruje fakt, że około 2/3 naszych lądów nie nadaje się do uprawy. To głównie otwarte pastwiska, pustynie i tereny górskie, które dostarczają pożywienia dla pasących się zwierząt i są obecnie dobrze użytkowane [2].

Drugi argument ma również wady, ponieważ całkowicie ignoruje wręcz witalny wkład zwierząt domowego inwentarza w ogólnie dobre samopoczucie ludzi. Również błędny jest pogląd, że żywność przeznaczona na paszę dla zwierząt może być zamieniona na pożywienie dla ludzi:

Zwierzęta hodowane przez rolników zawsze miały ogromny wpływ na dobre zdrowie i samopoczucie ludzkich zbiorowisk, służąc im jako pożywienie, dając osłonę, paliwo, nawozy oraz inne produkty i usługi. Stanowią one odnawialny zasób i czynią użytek z kolejnego rodzaju odnawialnych zasobów - roślin do wyprodukowania tych produktów i usług. Co więcej, ich odchody pomagają w poprawie żyzności gleby, zwiększając w ten sposób plony. W niektórych rozwijających się krajach odchody nie mogą być stosowane jako nawóz, mogą być za to suszone i stosowane jako paliwo.

Jest wielu, którzy uważają, że przyrost liczby ludzi jest większy od przyrostu żywności i że coraz mniej stać nas na produkcję pożywienia dla zwierząt, ponieważ pasienie zwierząt karmą roślinną jest bardzo mało wydajnym sposobem zużywania pożywienia, które może potencjalnie służyć jako pokarm dla ludzi. To prawda, że bezpośrednie spożywanie przez ludzi produktów roślinnych jest znacznie efektywniejsze od przekształcania ich na pokarm dla ludzi poprzez pasienie nimi zwierząt. Hodowla zwierząt daje w najlepszym przypadku około pół kilograma mięsa, a nawet jeszcze mniej, z każdego półtora kilograma pasz roślinnych. Ten brak wydajności dotyczy jednak tych roślin i produktów roślinnych, które człowiek mógłby zużytkować na własne potrzeby. Ponad 2/3 pasz zwierzęcych to substancje niepożądane lub zupełnie niemożliwe w jadłospisie człowieka. Tak więc zwierzęta, a dzięki ich zdolności do zamiany niejadalnych dla człowieka materiałów roślinnych, nie tylko nie konkurują z człowiekiem, ale wręcz wspomagają diety ludzkich zbiorowisk, zarówno pod względem ilości, jak i jakości [3].

Co więcej, w chwili obecnej na tej planecie jest więcej żywności, niż jej potrzeba do wyżywienia wszystkich ludzi. Problemem jest rosnąca bieda, która powoduje, że ludzi nie stać na kupno żywności. W swoim wyczerpującym raporcie Biuro ds. Populacji wiąże problem głodu na świecie z ubóstwem, a nie ze spożywaniem mięsa [4], nie uważa również, że wegetarianizm może być rozwiązaniem problemu głodu.

Co by się jednak stało, gdyby hodowlę zwierząt całkowicie zastąpiono hodowlą roślin po przejściu całej ludzkości na wegetarianizm? Gdyby duża liczba ludzi przeszła na wegetarianizm, zapotrzebowanie na mięso w Stanach Zjednoczonych i w Europie spadłoby i wzrosłyby znacząco dostawy ziarna, lecz siła nabywcza biedaków (głodujących) w Afryce i Azji wcale by się nie zmieniła.

Wynik takiego obrotu sprawy jest łatwy do przewidzenia - nastąpiłby masowy exodus ze wsi. Podczas gdy dziś ogólną ilością produkowanego ziarna można wyżywić 10 miliardów ludzi, ilość ziarna w tym postmięsnym świecie spadłaby najprawdopodobniej do ilości wystarczającej dla 7 do 8 miliardów. W rezultacie farmerzy zaczęliby sprzedawać ziemię inwestorom [5].

Mówiąc inaczej, byłoby mniej żywności. Co więcej, monokultury zbóż i strączkowych, które stanowiłyby większość upraw po zaprzestaniu hodowli zwierząt i uzależnieniu świata wyłącznie od żywności pochodzenia roślinnego, bardzo szybko doprowadziłyby do degeneracji gleby i zaistniałaby konieczność intensywnego stosowania sztucznych nawozów, do których wyprodukowania jednej tony potrzeba trzech ton ropy naftowej [6].

Jeśli chodzi o wpływ na nasze środowisko to po dokładnym przyjrzeniu się sprawie okazuje się, że grozi to poważną degradacją, którą może spowodować wyłącznie roślinna produkcja i to na dużą skalę. Mark Purdey, brytyjski farmer organiczny i naukowiec zajmujący się hodowlą bydła mlecznego, bardzo rozsądnie podkreśla, że "gospodarka rolna ukierunkowana na dietę wegańską spowodowałaby totalne uzależnienie od gleby, stosowanie agrochemii, erozję gleb, wzrost upraw nastawionych na zysk, stepowienie i spadek zdrowotności" [7].

Pogląd ten podziela autor książki "Neanderthin", Ray Audette, stwierdzając:

"Od najdawniejszych czasów najbardziej niszczącym środowisko czynnikiem były rolnicze monokultury. Produkcja pszenicy w starożytnym Sumerze przekształciła niegdyś żyzne równiny w słone pustynie, które mimo upływu 5000 lat wciąż pozostają całkowicie sterylne. Oprócz degradowania gleby i źródeł wody rolnictwo monokulturowe szkodzi również środowisku zakłócając delikatną równowagę naturalnych ekosystemów. Na przykład uprawa ryżu na świecie w roku 1993 spowodowała 155 milionów przypadków malarii poprzez dostarczenie komarom dogodnych dla ich rozwoju terenów - wodnych poletek. W tym samym roku kontakt człowieka z kaczkami na tych samych ryżowiskach zaowocował 500 milionami przypadków grypy" [8].

Prawie nie ma wątpliwości, że metody rolnictwa komercyjnego, bez względu czy dotyczy ono produkcji roślinnej, czy zwierzęcej, szkodzą środowisku. Zachodzi pilna potrzeba, aby w miejsce intensywnego stosowania bardzo pospolitych we współczesnym rolnictwie nawozów sztucznych, pestycydów, hormonów, steroidów i antybiotyków znaleźć lepsze metody zintegrowania hodowli zwierząt z potrzebami uprawy roślin. Jedną z możliwości jest powrót do rolnictwa "mieszanego" według niżej opisanych zasad.

Wykształcony konsument i oświecony farmer są w stanie doprowadzić do powrotu do rolnictwa mieszanego, w którym uprawa owoców, jarzyn i zbóż jest połączona z hodowlą żywego inwentarza i drobiu w proporcjach gwarantujących efektywność i nieszkodliwość dla środowiska. I tak na przykład kury biegające po ogrodzie zjadają owady-szkodniki i jednocześnie dostarczają wysokiej jakości jajek; owce pasące się w sadach eliminują potrzebę stosowania herbicydów, zaś pasące się w zagajnikach i na innych terenach o marginalnym znaczeniu krowy dostarczają pełnego, czystego mleka, czyniąc te tereny ekonomicznie rentownymi dla rolnika. Hodowla zwierząt nie jest tym, co prowadzi do głodu, są nimi nierozsądne praktyki rolnicze i monopolistyczny system dystrybucji [9].

"Mieszane rolnictwo" jest również zdrowsze dla samej gleby, która rodzić będzie większe plony, jeśli będzie się ją traktowało zgodnie z tradycyjnymi zasadami uprawy. Mark Purdey podkreśla, że pole uprawiane według zasad mieszanego rolnictwa może dać rocznie pięciokrotny plon [10], podczas gdy monouprawy dają maksymalnie jeden lub dwa plony [11]. Zatem który rolnik produkuje więcej żywności dla ludzi? Purdey trafnie ukazuje ekonomiczny horror tak zwanych "farm bateryjnych" [12] i wskazuje przyszłe rozwiązania:

"Nasze rolnicze establishmenty z łatwością mogłyby postawić poza prawem zakochanych w maksymalizacji zysku farmerów prowadzących intensywną hodowlę żywego inwentarza, systemy "bateryjne" i burgerowych biurokratów z ich wszystkimi stratami i godnym ubolewania okrucieństwem oraz antyozonowymi systemami rozprowadzania odchodów, wywoływaną przez leki i chemikalia immunotoksyczność, której wynikiem jest BSE i salmonella, znikanie lasów tropikalnych etc. Nasza przyszłość to pójście w kierunku zdrowej alternatywy w postaci mieszanego rolnictwa, ożywienie starych, tradycyjnych ekstensywnych metod i praktykowanie ich jako zasadniczej ramy, a następnie wykorzystywanie w produkcji rolniczej bardziej aktualnych osiągnięć nauk biologicznych" [13].

Nie wydaje się więc, aby hodowanie żywego inwentarza przy stosowaniu właściwych metod szkodziło środowisku. Co więcej, nie wydaje się również, aby świat wegetariański polegający wyłącznie na produktach roślinnych jako źródle pożywienia był praktycznym i ekologicznie rozsądnym pomysłem.

MIT 2: Witaminę B12 można uzyskać ze źródeł pochodzenia roślinnego

Spośród wszystkich mitów ten jest prawdopodobnie najniebezpieczniejszy. Podczas gdy mleczni i mleczno-jajowi wegetarianie posiadają źródła witaminy B12 (kobalamina) w swoich dietach (produkty mleczne i jaja), weganie (totalni wegetarianie) nie mają ich. Nie uzupełniający swojej diety witaminą B12 weganie cierpią w ostatecznej konsekwencji na anemię (stan grożący śmiercią), jak również na wiele dolegliwości systemu nerwowego i pokarmowego. Większość, a być może nawet wszyscy weganie, ma uszkodzony metabolizm witaminy B12 i wszystkie badania grup wegan wykazały bardzo niskie stężenie witaminy B12 u większości z nich [14]. Wykonano wiele badań dokumentujących niedobór witaminy B12 u dzieci wegan, co bardzo często miało wręcz zgubne konsekwencje [15]. W promującej wegetarianizm literaturze mówi się, że witamina B12 znajduje się w pewnych algach, tempehu (produkt uzyskiwany ze sfermentowanej soi) oraz w drożdżach piwowarskich. To nieprawda - witamina B12 znajduje się jedynie w pokarmach pochodzenia zwierzęcego. Zarówno piwowarskie, jak i konsumpcyjne, drożdże nie zawierają w stanie naturalnym witaminy B12 - uzyskują ją z zewnętrznych źródeł [16].

W źródłach pochodzenia roślinnego nie ma prawdziwej witaminy B12, są tam jedynie analogi tej witaminy, które nie są dokładnie takie same jak oryginalna witamina B12 i z tego powodu nie są one biodostępne [17]. Należy tu podkreślić, że te analogi witaminy B12 mogą uszkodzić mechanizmy absorpcji prawdziwej witaminy B12 w następstwie konkurencyjnej absorpcji, co potęguje u wegan i wegetarian spożywających duże ilości soi, alg i drożdży ryzyko zapadania na choroby wynikające z niedoboru tej witaminy [18].

Niektóre autorytety wegetarianizmu utrzymują, że witamina B12 jest wytwarzana w okrężnicy przez pewne bakterie fermentacyjne. Jest to możliwe, ale znowu nie jest to forma używana przez organizm. Aby B12 mogła być absorbowana w jelicie krętym, potrzebny jest nieodzowny czynnik pochodzący z żołądka. Ponieważ produkt bakterii nie posiada związanego z nim tego czynnika, nie może być absorbowany [19].

Jest prawdą, że hinduscy jogini zamieszkujący w pewnych partiach Indii nie cierpią z powodu niedoboru witaminy B12, co doprowadziło do wniosku, że witaminy tej dostarczają niektóre produkty roślinne. Ten wniosek jest jednak całkowicie błędny, ponieważ wiele małych insektów, ich fekalia, jajeczka, larwy, i ich resztki pozostają na roślinach w wyniku niestosowania pestycydów i niezbyt dokładnego mycia produktów roślinnych, które ci ludzie spożywają. W ten sposób ludzie ci uzyskują swoją dawkę witaminy B12. To wnioskowanie oparte jest na tym, że kiedy hinduscy weganie emigrowali do Anglii, w ciągu kilku lat zapadali na niedokrwistość megaloplastyczną. W Anglii produkty żywnościowe są znacznie czyściejsze i pozostałości po insektach są całkowicie usuwane z roślinnego pożywienia [20].

Jedynymi źródłami witaminy B12 są produkty pochodzenia zwierzęcego, zwłaszcza mięso organów wewnętrznych i jajka [21]. Witamina ta, acz w trochę mniejszej ilości, znajduje się również w produktach mlecznych, lecz jeśli ktoś ich nie toleruje, wówczas koniecznością stają się jajka, najlepiej od kur chowanych w sposób naturalny.

To, że witaminę B12 można uzyskać jedynie z produktów pochodzenia zwierzęcego, jest najmocniejszym argumentem przeciwko wegetarianizmowi jako "naturalnemu" sposobowi żywienia ludzi. Dziś weganie mogą uniknąć anemii przyjmując uzupełniające tabletki z witaminami lub wzbogacone nimi pokarmy roślinne. Gdyby ci ludzie żyli kilkadziesiąt lat temu, kiedy takie preparaty były niedostępne, szybko by umarli.

MIT 3: Nasze potrzeby w zakresie witaminy D może zapewnić słońce

Nie jest to wprawdzie mit wegetariański per se, niemniej panuje powszechne przekonanie, że zapotrzebowanie na witaminę D można zaspokoić poprzez wystawienie ciała na działanie promieni słonecznych prze 15 do 20 minut kilka razy w tygodniu. Zawsze istniały obawy o niedostatek witaminy D u wegetarian i wegan, ponieważ jej pełna złożona forma znajduje się tylko w tłuszczach zwierzęcych [22], których weganie nie spożywają z uwagi na swoją bezmięsną dietę, zaś ci bardziej umiarkowani spożywają je jedynie w niewielkich ilościach.

Jest prawdą, że ograniczona liczba roślinnych pokarmów, takich jak alfalfa, pestki słonecznikowe i awokado zawierają roślinną formę witaminy D: ergokalcyferol lub witaminę D2. Chociaż witamina D2 może być stosowana w celach zapobiegawczych w przypadkach niedoboru witaminy D u ludzi, tak zwanej krzywicy, jest sprawą problematyczną, czy ta jej forma jest równie efektywna jak zwierzęcego pochodzenia witamina D3 (cholekalcyferol). Pewne badania dowodzą, że D2 nie jest tak dobrze użytkowana przez zwierzęta jak D3 [23], i klinicyści donoszą o niezadowalających wynikach przy stosowaniu witaminy D2 w leczeniu schorzeń wymagających podawania witaminy D [24].

Chociaż witamina D może być produkowana w naszym organizmie podczas naświetlania naszej skóry promieniami słonecznymi, to jednak bardzo trudno jest uzyskać jej optymalną ilość za pomocą krótkiej kąpieli słonecznej. Ze słońca pochodzą trzy zakresy promieniowania: A, B i C. Jedynie zakres B jest zdolny do katalizowania przemiany cholesterolu w naszym organizmie w witaminę D [25], poza tym promienie UV-B pojawiają się jedynie w pewnych porach dnia na określonych szerokościach geograficznych i w określonych porach roku [26]. Co więcej, w zależności od koloru naszej skóry uzyskanie 200-400 międzynarodowych jednostek (International Units; w skrócie IU) witaminy D poprzez naświetlanie promieniami słonecznymi wymaga często około dwóch godzin ciągłego opalania się [27]. Jak z tego wynika ciemnoskóremu weganowi nie uda się uzyskać optymalnej ilości witaminy D poprzez opalanie się kilka razy w tygodniu po dwadzieścia minut, nawet jeśli będzie opalał się o właściwej porze dnia i roku, gdy występuje promieniowanie UV-B.

Zalecana obecnie dzienna dawka (RDA) witaminy D wynosi 400 IU, ale badania dra Westona Price'a na temat diety zdrowych dorosłych ludzi wykazały, że dzienne dawki witaminy D (zwierzęcego pochodzenia) były dziesięciokrotnie większe i wynosiło 4000 IU [28]. W związku z tym dr Price przywiązuje dużą wagę do zawartości witaminy D w diecie. Bez witaminy D niemożliwe jest na przykład przyswajanie takich soli mineralnych, jak wapń, fosfor i magnez. Najnowsze badania potwierdziły zalecane dla dorosłych przez dra Price'a dawki witaminy D [29].

Biorąc pod uwagę potwierdzenie występowania krzywicy i niskiego poziomu witaminy D u wielu wegan i wegetarian [30] oraz to, że w diecie wegetariańskiej brakuje lub jest niedostateczna ilość tłuszczów zwierzęcych (jak również w ogólnej diecie mieszkańców krajów zachodnich, którzy starają się spożywać jak najmniej tłuszczów zwierzęcych), że promienie słoneczne stanowią źródło witaminy D tylko w określonych godzinach i na określonych szerokościach geograficznych i że obecnie zalecane dawki witaminy D są zbyt niskie, niezwykłej wagi nabiera konieczność korzystania z pewnych i obfitych źródeł tej substancji odżywczej. Te dobre źródła to wątroba dorsza, smalec świń, które były wystawione na promienie słoneczne, krewetki, dziki łosoś, sardynki, masło, pełnotłuste produkty mleczarskie oraz jajka od właściwie hodowanych kur.

MIT 4: Zapotrzebowanie organizmu na witaminę A może być w pełni zaspokojone ze źródeł pochodzenia roślinnego

Prawdziwa witamina A, inaczej retinol, i towarzyszące jej estry znajdują się jedynie w tłuszczach zwierzęcych i takich narządach jak wątroba [31]. Rośliny posiadają beta-karoten, substancję, którą organizm jest w stanie przekształcić w witaminę A przy spełnieniu pewnych określonych warunków (patrz poniżej). Sam beta-karoten nie jest witaminą A. Wśród wegan i wegetarian (oraz popularnych specjalistów ds. żywienia) powszechne jest twierdzenie, że pożywienie roślinne takie jak marchew i szpinak, zawiera witaminę A oraz że beta-karoten jest równie dobry jak sama witamina A. Nie jest to prawda, aczkolwiek beta-karoten jest ważnym dla człowieka składnikiem pokarmowym.

Zamiana karotenu w witaminę A w jelitach może zachodzić jedynie w obecności soli żółci. Oznacza to, że z karotenami należy spożywać tłuszcz, aby pobudzić wydzielanie żółci. Ponadto niemowlęta i osoby z niedoczynnością tarczycy, problemami z pęcherzykiem żółciowym, problemami z cukrzycą (czyli większa część społeczeństwa) w ogóle nie mogą dokonywać tej konwersji lub zachodzi ona u nich w bardzo ograniczonym zakresie. No i ostatnia sprawa: konwersja karotenu w witaminę A w organizmie człowieka nie jest procesem wydajnym. Potrzeba około sześciu jednostek karotenu do wyprodukowania jednej jednostki witaminy A. Oznacza to, że słodki ziemniak (batat), który zawiera około 25 000 jednostek karotenu, zamieni się jedynie w 4000 jednostek witaminy A, pod warunkiem, że osoba która go spożyła, zje go z tłuszczem, nie jest chora na cukrzycę i nie ma żadnych problemów z tarczycą i pęcherzykiem żółciowym [32].

Tak więc poleganie na roślinnych źródłach witaminy A nie jest zbyt rozsądne i stanowi kolejny powód do włączenia pokarmów i tłuszczów zwierzęcych do diety. Masło i pełnotłuste produkty mleczarskie, zwłaszcza pochodzące od wypasanych krów, są dobrym źródłem witaminy A, podobnie jak olej z wątroby dorsza. Witamina A jest bardzo ważna w naszej diecie, ponieważ umożliwia przyswajanie protein i soli mineralnych, poprawia wzrok, wzmacnia układ immunologiczny, umożliwia reprodukcję i zwalczanie infekcji [33]. Jak ustalił dr Price, w diecie zdrowych, prymitywnych ludzi znajduje się wystarczająca ilość witaminy A, podobnie jak ma to miejsce w przypadku witaminy D, co raz jeszcze podkreśla ogromne zapotrzebowanie organizmu na ten składnik pokarmowy, który utrzymuje organizm w optymalnym stanie, zarówno obecnie, jak i w przyszłych pokoleniach.

MIT 5: Spożywanie mięsa powoduje osteoporozę, chorobę nerek, zawały serca i raka

Weganie i wegetarianie bardzo szybko próbują odstraszyć ludzi od spożywania pokarmów i tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, twierdząc, że dieta wegetariańska daje ochronę przeciwko pewnym chorobom chronicznym, na przykład wymienionym w tytule tego podrozdziału. Takie twierdzenia są jednak trudne do pogodzenia z faktami o charakterze historycznym i antropologicznym. Wszystkie wymienione choroby wystąpiły głównie w XX wieku, natomiast ludzie spożywają mięso i tłuszcze zwierzęce od tysięcy lat. Co więcej, jak wykazały badania dra Price'a istniał i istnieje na świecie szereg narodów (Innuici, Masajowie, Szwajcarzy etc.), których tradycyjna dieta była i jest bardzo bogata w produkty zwierzęce, a mimo to nie cierpiały one na wyżej wymienione choroby [34]. Niezależne badania Masajów przeprowadzone przez dra George'a Manna wiele lat po badaniach dra Price'a potwierdziły, że występowanie u Masajów zawałów serca i innych chronicznych schorzeń, mimo iż są oni konsumentami prawie wyłącznie produktów zwierzęcych, jest znikome lub żadne [35]. Dowodzi to, że na wywoływanie tych schorzeń oprócz mięsa muszą mieć wpływ jeszcze inne czynniki.

Wiele badań dowodzi rzekomo, że spożywanie mięsa jest przyczyną różnych chorób, lecz po dokładnej analizie zwykle okazuje się, że te badania niczego takiego nie dowodzą, na co wskazują poniższe opisy.

Osteoporoza

Badania dr Herty Spencer dotyczące spożywania protein i utraty spoistości kości dowodzą, że spożywanie protein w formie prawdziwego mięsa nie ma wpływu na gęstość kości. Badania, które rzekomo dowodzą tego, że nadmierne spożycie protein prowadzi do utraty gęstości kości, nie były wykonane na populacji spożywającej prawdziwe mięso, ale frakcjonowane proszki proteinowe i wyizolowane aminokwasy [36]. Ostatnie badania wykazały, że spożywanie protein przyczynia się do zwiększenia gęstości kości zarówno u mężczyzn, jak i kobiet [37]. Niedawne badania ludzi stosujących dietę wegańską i wegetariańską wykryły u kobiet predyspozycje do osteoporozy [38].

Choroba nerek

Chociaż dieta z ograniczoną ilością protein pomaga ludziom chorym na nerki, brak jest danych wskazujących na to, że ich schorzenia są następstwem spożywania mięsa [39]. Wegetarianie często utrzymują również, że zwierzęce proteiny powodują zakwaszenie krwi, co prowadzi do wypłukiwania wapnia z kości i stwarza tendencję do formowania kamieni w nerkach. Ta opinia jest jednak błędna. Teoretycznie biorąc zawarte w mięsie siarka i fosfor mogą tworzyć kwasy, kiedy znajdą się w środowisku wodnym, ale to nie znaczy, że właśnie tak się dzieje w organizmie. W rzeczywistości mięso posiada pełen komplet protein oraz witaminę D (jeśli spożywana jest skóra i tłuszcz), które pomagają w utrzymaniu równowagi pH w krwioobiegu. Co więcej, jeśli ktoś przyjmuje pożywienie zawierające wystarczającą ilość magnezu i ogranicza spożywanie rafinowanego cukru, nie musi martwić się o kamienie w nerkach, bez względu na to, czy spożywa mięso, czy nie [40]. Pokarmy pochodzenia zwierzęcego, takie jak wołowina, wieprzowina, ryby i baranina, stanowią dobre źródło magnezu i witaminy B6, co można sprawdzić w każdej tabeli żywieniowej.

Zawał serca

Przekonanie, że proteiny zwierzęce przyczyniają się do wystąpienia zawału serca, jest bardzo popularne, aczkolwiek w naukach o żywieniu brak jest jakichkolwiek podstaw do takich przypuszczeń. Poza wątpliwej wartości badaniami jest bardzo niewiele danych przemawiających na korzyść poglądu, że spożywanie mięsa prowadzi do zawału serca. Na przykład jadłospis Francuzów charakteryzuje się jednym z najwyższych wskaźników pod względem zawartości mięsa, a mimo to wskaźnik zawałów w tej nacji jest bardzo niski. W Grecji spożycie mięsa jest większe od przeciętnego, lecz wskaźnik zawałów serca również i tam jest bardzo niski. W Hiszpanii okazało się, że przyrost spożycia mięsa (w połączeniu z ograniczeniem spożycia cukru i innych węglowodanów) prowadzi do spadku liczby zawałów serca [41].

Rak

Przekonanie, że mięso, a w szczególności czerwone, przyczynia się do występowania raka, jest równie popularne co nieuzasadnione. Chociaż jest prawdą, że są badania, które wykazały istnienie związku między spożywaniem mięsa i pewnymi rodzajami raka [42], należy jednak przyjrzeć się tym badaniom uważnie, aby ustalić, o jakie rodzaje mięsa chodzi i jakie sposoby jego przygotowania. Ponieważ mamy w języku tylko jedno słowo na określenie "mięsa", czasami trudno dociec, o które "mięso" chodzi w badaniach, zwłaszcza jeśli autorzy nie określą go dokładnie.

Badania, które zapoczątkowała teoria "mięso równa się rak", w latach siedemdziesiątych przeprowadził dr Ernst Wynder. Twierdził on, że istnieje bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy między spożywaniem zwierzęcego tłuszczu a występowaniem raka okrężnicy [43]. W rzeczywistości jego dane odnoszące się "tłuszczów zwierzęcych" odnosiły się do tłuszczów roślinnych [44]. Inaczej mówiąc, teoria "mięso równa się rak", bazuje na fałszywych założeniach.

Jeśli przyjrzymy się uważnie jego badaniom, bardzo szybko zorientujemy się, że chodzi o przetworzone mięso, takie jak pieczeń na zimno i parówki, którym przypisuje się zazwyczaj powodowanie raka [45], a nie o mięso jako takie. Co więcej, w jego zdolności do wywoływania raka zdaje się odgrywać również rolę sposób jego przyrządzania [46]. Innymi słowy, należy winić chemikalia dodawane do mięsa i sposób jego przyrządzania, a nie je samo.

Mimo iż czasami udaje się znaleźć związek między mięsem i rakiem, rzeczywisty mechanizm tego, skąd się on bierze, umyka naukowcom [47]. Oznacza to, że w wywoływaniu pewnych typów raka oprócz mięsa rolę odgrywają prawdopodobnie jeszcze inne czynniki. Proszę pamiętać, że badania przeprowadzone na ludziach konsumujących mięso w tradycyjny sposób wykazały małą częstotliwość występowania raka, co dowodzi dużego prawdopodobieństwa udziału w pojawianiu się raka u współczesnego człowieka spożywającego mięso innych czynników. Branie pod uwagę tylko jednego czynnika przy jednoczesnym ignorowaniu innych, bardziej prawdopodobnych kandydatów na sprawców, jest niepoprawną naukowo procedurą.

Adwentyści Dnia Siódmego są grupą często poddawaną badaniom w ramach badań populacji, których celem jest udowodnienie, że dieta wegetariańska jest zdrowsza i związana ze spadkiem ryzyka zapadnięcia na raka (proszę jednak zwrócić uwagę na jeden z dalszych akapitów tej części). Chociaż jest prawdą, że większość wyznawców tego odłamu chrześcijaństwa nie jada mięsa, faktem jest również, że nie palą oni tytoniu ani nie piją alkoholu, kawy i herbaty, które są bardzo prawdopodobnymi czynnikami rakotwórczymi [48].

Mormoni to często pomijana w badaniach wegetarianizmu grupa wyznaniowa. Chociaż ich Kościół nawołuje do umiarkowania, mormoni nie stronią od mięsa. Podobnie jak adwentyści, mormoni również unikają tytoniu, alkoholu i kofeiny. Mimo iż jadają mięso, badania mormonów z Utah [49] wykazały, że mają oni o 22% mniejszą liczbę przypadków raka w ogólności i o 34% mniejszą liczbę zgonów z powodu raka okrężnicy w stosunku do średniej w USA [50]. Badania Portorykańczyków, którzy spożywają duże ilości tłustej wieprzowiny, wykazały bardzo małą zapadalność na raka okrężnicy i piersi [51]. Można przytoczyć jeszcze wiele podobnych wyników w celu wykazania, że mięso i tłuszcz zwierzęcy nie korelują z rakiem [52] i że muszą tu najwyraźniej odgrywać rolę inne czynniki.

Zwykle utrzymuje się, że wśród wegetarian występuje mniejsza liczba przypadków raka niż u zjadaczy mięsa, ale przeprowadzone w roku 1944 badania wegetarian, kalifornijskich Adwentystów Dnia Siódmego, wykazały, że podczas gdy występowała u nich mniejsza liczba pewnych rodzajów raka (np. piersi i płuc), z kolei częściej występowały u nich inne rodzaje (ziarnica złośliwa, czerniak złośliwy, rak mózgu, skóry, macicy, prostaty, rak endometrialny, szyjki macicy i jajników) - w niektórych przypadkach nawet w bardzo znaczącej ilości. Prowadzący te badania w rzeczywistości przyznali, że

"konsumpcja mięsa nie wiąże się ze wzrostem ryzyka zapadnięcia na raka"

oraz że

"nie odnotowano istotnego związku między rakiem piersi i konsumpcją dużych ilości tłuszczów zwierzęcych bądź produktów pochodzenia zwierzęcego w ogólności" [53].

Co więcej, zwykle utrzymuje się, że dieta bogata w składniki pochodzenia roślinnego, takie jak proste produkty zbożowe i strączkowe, zmniejsza ryzyko zapadnięcia na raka, jednakże obejmujące ostatnie stulecie badania retrospektywne wykazały, że to właśnie dieta oparta na węglowodanach stanowi jedną z głównych, wynikających z diety, przyczyn raka, a nie potrawy sporządzone z minimalnie przetworzonego mięsa [54].

Media lekarskie głównego nurtu oraz wegetariańskie przeprowadziły bardzo efektywną akcję w postaci "nagonki na wołowinę", tak że niektórym ludziom wydaje się, iż w mięsie nie ma nic zdrowego, zwłaszcza w czerwonym. W rzeczywistości pożywienie oparte na takim mięsie, jak wołowina lub baranina, stanowi doskonałe źródło całej gamy składników pokarmowych, które wymienia każda tabela żywieniowa. W wołowinie, baraninie, wieprzowinie, rybach, skorupiakach i drobiu występują obficie takie składniki pokarmowe, jak witamina A, D, witaminy z grupy B, zasadnicze kwasy tłuszczowe (w niewielkich ilościach), magnez, cynk, fosfor, potas, żelazo, tauryna i selen. Obecne są w nich również takie czynniki żywieniowe, jak koenzym Q10 i kwas alfa-lipidowy. Niektóre z tych składników żywieniowych występują wyłącznie w pożywieniu pochodzenia zwierzęcego - rośliny ich nie zawierają.

MIT 6: Tłuszcze nasycone i zawarty w diecie cholesterol powodują zawały serca, miażdżycę tętnic i raka, zaś diety niskotłuszczowe, o małej zawartości cholesterolu, są dla ludzi zdrowsze

Powyższy mit również nie jest mitem wyłącznie wegetariańskim, tym niemniej ludzie często są przekonywani do diety wegetariańskiej lub wegańskiej, ponieważ panuje przekonanie, że przeciwdziałają one zawałom serca i rakowi, jako że zawierają bardzo mało lub w ogóle nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego oraz tłuszczów.

Chociaż powszechnie uważa się, że nasycone tłuszcze i zawarty w diecie cholesterol "zapychają" arterie i są przyczyną zawału serca, tacy naukowcy, jak Linus Pauling, Russell Smith, George Mann, John Yudkin, Abraham Hoffer, Mary Enig, Uffe Ravnskov i inni wykazali, że takie poglądy są fałszywe [55]. Badania wykazały, że jest wręcz odwrotnie, że płytki miażdżycowe są zbudowane głównie z nienasyconych tłuszczów, a zwłaszcza wielonienasyconych, a nie z nasyconych tłuszczów zwierzęcych, palmowych lub kokosowych [56].

Naukowcy tacy jak Enig, Mann i Fred Kummerow wykazali, że kwasy tłuszczowe typu trans są w przeciwieństwie do tłuszczów nasyconych czynnikami powodującymi przyspieszenie arteriosklerozy, chorobę wieńcową, raka i inne dolegliwości [57]. Kwasy tłuszczowe typu trans występują w takich współczesnych pokarmach, jak margaryna i tłuszcze roślinne do pieczenia oraz w potrawach wytwarzanych przy ich zastosowaniu. Dr Enig i jej koledzy wykazali również, że spożywanie wielonienasyconego kwasu tłuszczowego Omega-6 zawartego w rafinowanych olejach roślinnych jest jedną z głównych przyczyn raka i zawałów serca, a nie tłuszcze zwierzęce.

Przeprowadzone niedawno badania tysięcy Szwedek potwierdziły ustalenia dr Enig. Nie znaleziono żadnej korelacji między spożywaniem nasyconych kwasów a wzrostem ryzyka zachorowania na raka piersi. Badania wykazały jednak, podobnie jak prace dr Enig, silny związek między spożywaniem olejów roślinnych i częstością występowania raka piersi [58].

Główne badania populacji, które dowiodły rzekomo słuszności teorii mówiącej, że tłuszcz zwierzęcy i cholesterol powodują zawały serca, po dokładnym przyjrzeniu się im w rzeczywistości wcale tego nie dowodzą. Jako dowód, że spożywanie cholesterolu i nasyconych tłuszczów powoduje choroby serca i ogólnie zły stan zdrowia, często cytowane są Badania Serca Franinghama. W badaniach tych, którym poddano 6000 ludzi, porównywano co pięć lat przez wiele dziesięcioleci dwie grupy pacjentów. Jedna z nich spożywała bardzo mało cholesterolu i nasyconych tłuszczów, podczas gdy druga spożywała ich duże ilości. O dziwo, kierownik badań, dr William Castelli, oświadczył:

... im więcej nasyconych tłuszczów, im więcej cholesterolu, im więcej kalorii spożywała dana jednostka, tym mniejszy miała poziom cholesterolu w surowicy krwi. ... odkryliśmy, że ludzie, którzy spożywali najwięcej cholesterolu, jedli najwięcej nasyconych tłuszczów, ważyli najmniej i byli najbardziej aktywni fizycznie [59].

Dane Franinghama wskazują na to, że u osobników, którzy mieli podwyższony poziom cholesterolu i ważyli więcej, występowała trochę większa szansa zapadnięcia na chorobę wieńcową, poza tym okazało się, że przyrost wagi i podwyższony poziom cholesterolu w surowicy krwi miały odwrotną korelację z tłuszczem i cholesterolem spożywanymi w posiłkach. Inaczej mówiąc, nie było żadnej korelacji [60].

W ramach podobnie daremnych prób, US Multiple Risk Intervention Factor Trial, sponsorowanych przez Narodowy Instytut Serca i Płuc, porównano śmiertelność i przyzwyczajenia pokarmowe ponad 12000 ludzi. Okazało się, że u tych, którzy spożywali mniej nasyconych tłuszczów i cholesterolu występowała trochę mniejsza liczba przypadku zawałów serca, lecz ogólna liczba zgonów była znacznie większa niż wśród pozostałych badanych [61].

Jak z tego wynika, dieta uboga w tłuszcze i cholesterol wcale nie jest dla ludzi zdrowsza. Badania wielokrotnie dowodziły, że taka dieta wiąże się z depresją, rakiem, problemami natury psychicznej, chronicznym zmęczeniem, gwałtownością i skłonnościami samobójczymi [62]. Kobiety o niższym poziomie cholesterolu w surowicy żyły krócej od tych z wyższym poziomem [63]. Podobne wyniki odnotowano wśród mężczyzn [64].

U dzieci z dietą niskotłuszczową lub wegańską mogą występować problemy ze wzrostem, niedorozwój i problemy z uczeniem się [65]. Pomimo tych ustaleń dr Benjamin Spock rekomenduje Amerykańskiemu Stowarzyszeniu Serca (American Heart Association) niskotłuszczową dietę dla dzieci! Można tylko użalać się nad losem tych pechowych dzieci, które będą wychowywane przez rodziców, którym podano tak błędną, wręcz zabójczą informację.

Nasycone tłuszcze mają w zależności od ich rodzaju różnorakie własności poprawiające stan zdrowia. Na przykład olej kokosowy jest bogaty w kwas laurynowy, substancję o własnościach grzybobójczych i bakteriobójczych. Ponadto kokosy zawierają znaczne ilości kwasu oktanowego, który również posiada własności grzybobójcze [66]. Masło z mleka krów wypasanych na pastwiskach jest bogate w elementy śladowe, zwłaszcza w selen, a także w rozpuszczalne w tłuszczu witaminy i korzystne dla zdrowia kwasy tłuszczowe, które stanowią ochronę przed rakiem i infekcjami grzybami [67].

Tak naprawdę do właściwego spożytkowania niezbędnych kwasów tłuszczowych organizm potrzebuje nasyconych tłuszczów [68]. Tłuszcze nasycone obniżają również poziom niszczących arterie lipoprotein (a) we krwi [69], są potrzebne do właściwego włączania wapnia do kości [70], stymulują układ immunologiczny [71], są preferowaną przez serce i inne witalne organy odżywką [72] i umacniają razem z cholesterolem stabilność strukturalną komórek i ścianki jelita [73]. Są doskonałe do smażenia, jako że są chemicznie stabilne i nie rozpadają się pod wpływem ciepła, w przeciwieństwie do wielonienasyconych olejów roślinnych. Unikanie ich w diecie jest złą radą.

Jeśli chodzi o arteriosklerozę, zawsze mówi się, że wśród wegetarian występuje znacznie mniejsza liczba przypadków tego schorzenia niż u konsumentów mięsa. W przeprowadzonych w roku 1968 badaniach w ramach Międzynarodowego Projektu Arteriosklerozy zbadano ponad 20 000 ciał z różnych krajów i wyciągnięto wniosek, że u wegetarian występuje ta sama liczba przypadków miażdżycy arterii, co u konsumentów mięsa [74]. Badania innych populacji dały te same wyniki [75]. Wynika to stąd, że miażdżyca arterii nie zależy w zasadzie od diety - jest konsekwencją starzenia się organizmu. Są czynniki przyspieszające proces narastania arteriosklerozy, takie jak uszkodzenia arterii pochodzące od wolnych rodników w wyniku uszczuplenia antyoksydacyjnego (wywołanego takimi czynnikami, jak palenie tytoniu, niedożywienie, nadmiar wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, najróżniejsze ułomności układu pokarmowego, narkotyki etc.), lecz należy je odróżniać od odkładania tłuszczu i stwardnienia arterii, które pojawiają się z czasem u wszystkich ludzi.

Nie wygląda również na to, aby dieta wegetariańska chroniła przed zawałami serca. Przeprowadzone w roku 1970 badania wegan dowodzą, że u kobiet weganek występuje większa śmiertelność z powodu zawału serca niż u pozostałych kobiet [76]. Niedawne badania wykazały, że wśród Hindusów obserwuje się, mimo iż są wegetarianami, bardzo dużą liczbę przypadków choroby wieńcowej [77]. Wysokowęglowodanowe i jednocześnie niskotłuszczowe diety (takie właśnie diety są wegetarian) mogą wystawić ich zwolennika na wysokie ryzyko zawału serca, cukrzycy i raka w wyniku ich hiperinsulinistycznego oddziaływania na organizm [78]. Najnowsze badania dowodzą również, że wegetarianie mają wyższy poziom homocysteiny we krwi [79], która jest czynnikiem sprawczym zawałów serca. No i wreszcie wysokowęglowodanowe i jednocześnie niskotłuszczowe diety, które, jak się ogólnie uważa, zapobiegają lub leczą stany zawałowe serca, nie mają żadnej z tych własności i mogą, de facto, zwiększyć ryzyko zapadnięcia na tę chorobę [80].

Badania, z których wynika, że wegetarianie są wystawieni na mniejsze ryzyko zawału serca, bazują zazwyczaj na fałszywych wskaźnikach mniejszego spożywania nasyconych kwasów, niższych poziomów cholesterolu i stosunku HDL/LDL [81]. Ponieważ wegetarianie mają inklinację do spożywania mniejszej ilości tłuszczów nasyconych i zazwyczaj występuje u nich niższy poziom cholesterolu w surowicy krwi, panuje przekonanie, że są wystawieni na mniejsze ryzyko zawału serca. Kiedy jednak zdamy sobie sprawę, że to nie są właściwe wskaźniki podatności na chorobę serca, złudna ochrona w postaci wegetarianizmu rozpływa się jak zeszłoroczny śnieg [82].

Należy cały czas pamiętać, że na to czy dana osoba zapadnie na chorobę serca lub raka, wpływa cały szereg czynników. Zamiast ogniskować uwagę na fałszywych przesłankach wynikających z obecności w diecie nasyconych tłuszczów i cholesterolu oraz na spożywaniu mięsa, ludzie powinni zwracać większą uwagę na inne, bardziej sprawcze czynniki, takie jak kwasy tłuszczowe trans, spożywanie nadmiernych ilości cukru i innych węglowodanów, palenie tytoniu, niedobór pewnych witamin i soli mineralnych oraz otyłość. Wszystkie te ułomności nie występowały u zdrowych ludzi, których badał dr Price.

MIT 7: Wegetarianie żyją dłużej i mają więcej energii i wytrzymałości od zjadaczy mięsa

Opublikowany w Wielkiej Brytanii przewodnik wegetarianina głosi: Ty i twoje dzieci nie musicie spożywać mięsa, aby utrzymać się w dobrym zdrowiu. Jest prawdą to, co utrzymują wegetarianie, że są jednymi z najzdrowszych ludzi na świecie i mogą spodziewać się życia dłuższego o dziesięć lat niż zjadacze mięsa (wynika to stąd, że choroby serca i układu krążenia występują u nich znacznie rzadziej). Jak wynika z ankiety przeprowadzonej w styczniu 1990 roku przez Stowarzyszenie ds. Badań Żywności, obecnie niemal połowa ludności Wielkiej Brytanii stara się unikać mięsa [83].

Komentując te twierdzenia o dłuższym życiu Craig Fitzroy podkreśla, że: Owa "dziesięcioletnia przewaga" jest nieustannie powtarzaną jednocześnie pozbawioną wiarygodnych źródeł, wręcz anegdotyczną, informacją zachwalającą wegetarianizm. Ktoś, kto wierzy, że poprzez odmowę spożycia mamusinej niedzielnej pieczeni przedłuży sobie o dekadę pobyt na tej planecie, z całą pewnością odwołuje się do rozumowania, które można określić jako "pobożne życzenia" [84].

I właśnie taki charakter ma większość twierdzeń na temat długowieczności wegetarian, czyli anegdotyczny. Nie ma dowodu na to, że zdrowa dieta wegetariańska zapewnia w porównaniu ze zdrową dietą wszystkożerców dłuższe życie. Co więcej, ludzie, którzy zdecydowali się na wegetariański styl życia, decydują się zazwyczaj również na niepalenie i wybierają czynny tryb życia z dużą ilością ćwiczeń - ogólnie mówiąc wybierają zdrowszy tryb życia, co ma niemały wpływ na długowieczność.

W literaturze naukowej jest zdumiewająco mało badań dotyczących długowieczności wegetarian. Co więcej, dr Russell Smith wykazał w ramach przeprowadzonych przez siebie szeroko zakrojonych badań zawału serca, że wzrost konsumpcji produktów zwierzęcych w niektórych grupach ludzi prowadził do spadku ich śmiertelności [85]. Takich rezultatów nie zaobserwowano u wegetarian. I tak na przykład w swoich badaniach opublikowanych w roku 1992 Burr i Sweetnam analizują dane dotyczące śmiertelności, z których wynika, że chociaż wegetarianie mieli trochę mniejszy współczynnik (o 0,11%) występowania zawałów serca niż niewegetarianie, to ogólny współczynnik śmiertelności był u nich znacznie wyższy [86].

Wbrew twierdzeniom, że badania wykazały, iż konsumpcja mięsa zwiększa ryzyko zawałów serca i skraca życie, autorzy tych badań w rzeczywistości uzyskali przeciwne wyniki. Na przykład w sporządzonych w roku 1984 analizach dotyczących przeprowadzonych w roku 1978 badań adwentystów dnia siódmego H. A. Khan wysuwa następujący wniosek końcowy:

"Chociaż nasze wyniki przyczyniają się do uzupełnienia danych dotyczących chorób związanych z dietą, zdajemy sobie sprawę, jak dalekie są one od możliwości ustalenia na przykład tego, że mężczyźni często jedzący mięso lub kobiety rzadko spożywające sałatkę skracają sobie w ten sposób życie" [87].

Do podobnych wniosków doszedł D. A. Snowden [88]. Mimo tego zaskakującego wyznania ogłoszono wręcz przeciwny wynik i przekonywano ludzi do zmniejszenia w swojej diecie pożywienia pochodzenia zwierzęcego. Co więcej, z obu badań usunięto dane dotyczące diety, które w niebudzący wątpliwości sposób wykazywały brak jakichkolwiek związków między jajami, serem, zdrowym pełnym mlekiem oraz tłuszczem pochodzenia zwierzęcego (wszędzie mamy wyrażenia "pożywienie wysokotłuszczowe", "o dużej zawartości cholesterolu") a zawałami serca. Ostatecznie dr Smith komentuje: Badania Khana [i Snowdena] są jeszcze jednym przykładem negatywnych wyników, które są fałszowane i błędnie interpretowane, aby mogły służyć jako wsparcie dla politycznie poprawnych twierdzeń głoszących, że wegetarianieżyją dłużej [89].

Zwykle utrzymuje się, że ludzie spożywający mięso żyją krócej, lecz australijscy Aborygeni, których dieta jest tradycyjnie bogata w produkty zwierzęce, są znani z długowieczności (z całą pewnością w okresie przed skolonizowaniem Australii przez Europejczyków). W społeczności Aborygenów jest specjalna kasta starców [90]. Jest oczywiste, że gdyby takich ludzi nie było, taka kasta nie mogłaby istnieć.

W swojej książce Nutrition and Physical Degeneration (Odżywianie a fizyczna degeneracja) dr Price zamieszcza szereg fotografii starych ludzi z całego świata. Badacze tacy jak Yilhjalmur Stefansson donoszą o znacznej długowieczności wśród Eskimosów (również przed kolonizacją) [91].

Podobnie ma się sprawa z mieszkańcami Kaukazu, którzy dożywają późnych lat na diecie składającej się z tłustej wieprzowiny i produktów mlecznych wytwarzanych na bazie pełnotłustego, surowego mleka.

Również znani ze swojego zdrowia i długowieczności Hunzowie wypijają znaczne ilości koziego mleka, które jest znaczne bogatsze w nasycone tłuszcze od krowiego [92]. Z kolei w dużej mierze wegetariańscy Hindusi z południowych Indii cechują się najkrótszą na świecie długością życia, częściowo z powodu braku pożywienia, a częściowo z powodu wyraźnego niedoboru w ich diecie zwierzęcych protein [93].

Bardzo pouczające są tu komentarze H. Leona Abramsa: "Wegetarianie często utrzymują, że dieta zawierająca mięso i tłuszcze zwierzęce prowadzi do przedwczesnej śmierci". Antropologiczne dane pochodzące z badań prymitywnych społeczności nie potwierdzają tego twierdzenia [94].

W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku dr Price podróżował po całym świecie i badał lokalne diety pod kątem wytrzymałości i poziomu energii stosujących je ludzi. Odkrył, i to bez wyjątków, że istnieje silna korelacja między dietami bogatymi w tłuszcze zwierzęce a dobrym zdrowiem i atletyczną budową. I tak na przykład specjalne pożywienie szwajcarskich atletów zawierało miski świeżej śmietany. W Afryce dr Price odkrył, że zespoły, których dieta była bogata w tłuste mięso, ryby, i narządy wewnętrzne, takie jak wątroba, stale odnosiły sukcesy w zawodach atletycznych, oraz że spożywające mięso plemiona zawsze dominowały nad plemionami, których dieta była bardziej wegetariańska [95].

Popularnym zaleceniem w żywieniu sportowców atletów jest "ładowanie węglowodanami" w celu zwiększenia ich wytrzymałości. Natomiast najnowsze badania przeprowadzone w Nowym Jorku oraz w Republice Południowej Afryki dowodzą czegoś wręcz przeciwnego - "atleci, którzy przed zawodami są "faszerowani węglowodanami" mają znacznie mniejszą wytrzymałość od "ładowanych tłuszczem"" [96].

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Postby Vibovit » 29-05-2007, 14:08

MIT 8: Dieta "człowieka jaskiniowego" była niskotłuszczowa i/lub wręcz wegetariańska

Nasi paleolityczni praprzodkowie byli myśliwymi zbieraczami i istnieją trzy poglądy na temat ich diety. Jeden z nich optuje za dietą pochodzenia zwierzęcego, wysokotłuszczową, uzupełnianą okazjonalnie sezonowymi owocami, jagodami, orzechami, jarzynami korzennymi i dzikim zbożem. Drugi mówi, że prymitywny człowiek jadł chude mięso i duże ilości pożywienia roślinnego. Z kolei według trzeciego nasi przodkowie rozwijali się jako wegetarianie.

"Chuda" paleolityczna dieta była intensywnie propagowana przez dr Loren Cordain i dra Boyda Eatona w ich licznych popularnych i naukowych publikacjach [97]. Dr Cordain i dr Eaton są zwolennikami "hipotezy lipidowej" [98] w odniesieniu do zawałów serca - przekonania (obalonego w "Micie 6"), że tłuszcze nasycone i zawarty w diecie cholesterol mają duży udział w powodowaniu chorób serca. Z tego właśnie powodu oraz z faktu, że paleolityczny człowiek nie cierpiał na zawały serca, podobnie jak jego współczesne odpowiedniki, dr Cordain i dr Eaton opowowiadają się za teorią głoszącą, że paleolityczny człowiek pobierał większość zawartych w tłuszczach kalorii z jednonienasyconych i wielonienasyconych źródeł oraz z tłuszczów nienasyconych. Uważając, że nasycone tłuszcze stanowią zagrożenie dla naszych arterii dr Cordain i dr Eaton dotrzymują kroku obecnym poglądom establishmentu żywieniowego i zachęcają ludzi do stosowania takiej diety, jaką stosowali nasi przodkowie. Taka dieta była według nich bogata w chude mięso i cały szereg jarzyn i miała niski poziom nasyconych tłuszczów.

Niestety, przytaczane przez nich dane w charakterze wsparcia tego poglądu mają charakter wybiórczy i błędny [99]. Jak już wcześniej wykazano, nasycone tłuszcze nie są przyczyną zawałów serca, a nasi paleolityczni przodkowie jedli dość dużo tłuszczów nasyconych pochodzących z całego wachlarza źródeł, zarówno roślinnych, jak i zwierzęcych.

Z miarodajnych źródeł wiemy, że prehistoryczny człowiek zamieszkujący kontynent północnoamerykański zjadał takie zwierzęta, jak mamuty, wielbłądy, leniwce, bizony, kozice, antylopy widłorogie, bobry, jelenie, muły i lamy [100].

Mamuty, leniwce, górskie owce, bizony i bobry są tłustymi zwierzętami we współczesnym tego słowa znaczeniu, a to dlatego, że mają grubą warstwę podskórnego tłuszczu, podobnie jak różnorakie gatunki niedźwiedzia i dzika, których resztki są znajdowane w paleolitycznych siedliskach człowieka na całym świecie [101].

Analizy wielu rodzajów tłuszczów występujących w zwierzynie łownej, takiej jak antylopy, bizony, karibu, psy, jelenie, łosie, foki i kozice, dowodzą, że są one bogate w tłuszcze nasycone i jednonienasycone, ale stosunkowo ubogie w tłuszcze wielonienasycone [102]. Co więcej, podczas gdy bizony i zwierzyna łowna mogły mieć chude, nie gruzełkowate mięso muskułów, błędnie zakłada się, że tylko te części były zjadane przez hordy myśliwych zbieraczy, takich jak rdzenni mieszkańcy Ameryki, którzy często polowali wybiórczo, kierując się potrzebą uzyskania tłuszczu i tłustych organów wewnętrznych, o czym będzie mowa poniżej.

Antropolodzy badacze tacy jak Vilhjalmur Stefansson podają, że Eskimosi (Innuici) i Indianie północnoamerykańscy bardzo martwili się, kiedy okazywało się, że upolowane karibu były zbyt chude - wiedzieli, że będą chorować, jeśli nie będą jedli wystarczającej ilości tłuszczu [103]. Innymi słowy, ci prymitywni ludzie nie przepadali za jedzeniem chudego mięsa. Północnokanadyjscy Indianie celowo polowali na stare karibu i jelenie, ponieważ właśnie takie sztuki miały dwudziestokilogramowy połeć tłuszczu na szynkach, który Indianie chętnie zjadali.

Ten "szynkowy tłuszcz" jest bardzo nasycony. Rdzenni mieszkańcy Ameryki powstrzymywali się również od polowania na bizony w okresie wiosennym (kiedy zapasy tłuszczu u zwierząt są małe w wyniku małej dostępności żywności zimą) - woleli polować na nie i konsumować je jesienią, kiedy były odpowiednio upasione [104].

Badacz Samuel Hearne opisał w roku 1768, jak rdzenni mieszkańcy Ameryki, z którymi się kontaktował, polowali wybiórczo na karibu w celu uzyskania ich tłustych części ciał.

"Dwudziestego drugiego lipca spotkaliśmy wielu obcych, do których przyłączyliśmy się w poszukiwaniu karibu, które były w tym czasie bardzo liczne, tak że każdego dnia dostawaliśmy wystarczającą na nasze zaopatrzenie ich liczbę i bardzo często zabijaliśmy je tylko po to, aby wyciąć z nich języki, szpik i tłuszcz" [105].

Podczas gdy dr Cordain i dr Eaton mają niewątpliwie rację, kiedy mówią, że nasi przodkowie jedli mięso, ich rozważania na temat spożycia tłuszczu, jak również jego rodzaju, są po prostu błędne.

Podczas gdy różne wegetariańskie i wegańskie autorytety przekonują nas, że jako gatunek ewoluowaliśmy na wegetariańskiej a nawet wegańskiej diecie, w żywieniowej antropologii jest bardzo mało danych, które mogłyby wesprzeć taki pogląd.

Zacznijmy od faktu, że w czasie swoich podróży dr Price nigdy nie znalazł prawdziwie wegetariańskiej kultury. Należy pamiętać, że odwiedził i zbadał wiele populacji, które były pod każdym względem dwudziestowiecznymi odpowiednikami naszych przodków, myśliwych zbieraczy. Dr Price szukał wegetariańskiej kultury, ale wrócił z pustymi rękami. Oto, co oświadczył: Jak dotąd nie udało mi się znaleźć ani jednej grupy prymitywnych ludzi, którzy posiadaliby i utrzymywali doskonałe ciała żywiąc się pokarmem pochodzenia wyłącznie roślinnego [106].

Antropologiczne dane podtrzymują następującą wersję: wszystkie społeczności zamieszkujące Ziemię wykazują preferencję w kierunku mięsa i tłuszczu zwierzęcego i wygląda na to, że nasi przodkowie przeszli na uprawę roli w dużej skali, kiedy zostali do tego zmuszeni w następstwie wzrostu liczebności populacji [107]. Abrams i inne autorytety wykazali, że poszukiwanie przez prehistorycznego człowieka większej ilości pożywienia pochodzenia zwierzęcego było czynnikiem sprawczym jego rozprzestrzenienia się po całej Ziemi i że to prawdopodobnie on doprowadził niektóre gatunki do całkowitego wyginięcia, polując na nie bez umiaru [108].

Price odkrył również, że u ludzi, którzy spożywali ponad miarę ziarno i strączkowe, występowała znacznie większa liczba przypadków próchnicy niż u tych, którzy jedli pokarm pochodzenia zwierzęcego. W swoich pracach na temat wegetarianizmu Abrams prezentuje archeologiczne dane, które stanowią wsparcie jego odkryć: czaszki starożytnych ludzi, których dieta miała charakter bardziej wegetariański, mają zęby zniszczone próchnicą i ropieniami zębodołowymi, ponadto wykazują oznaki gruźlicy i innych chorób zakaźnych [109]. Pojawienie się uprawy roli i wzrost uzależnienia od żywności pochodzenia roślinnego było najwyraźniej szkodliwe dla naszego zdrowia.

Podsumowując, należy stwierdzić, że jest po prostu niemożliwe, aby nasi przodkowie byli wegetarianami, ponieważ gdyby tak było, nie mogliby uzyskać wystarczającej liczby kalorii i środków odżywczych, aby przetrwać spożywając dostępny wówczas pokarm roślinny. Powodem tego był brak u nich umiejętności gotowania i kontrolowania ognia, albowiem większość pożywienia pochodzenia roślinnego, szczególnie ziarna i strączkowe, wymaga gotowania, aby stało się jadalne dla człowieka [110]. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że wiele pokarmów roślinnych jest w surowej postaci trujących [111].

Na podstawie tych danych możemy z całą pewnością stwierdzić, że nasi praprzodkowie mieli bardzo niewegetariańską, bogatą w nasycone kwasy, dietę. Badania antropologiczne dowodzą, że członkowie rozrzuconych po całym świecie plemion nigdy nie byli ścisłymi wegetarianami i w celu zachowania zdrowia spożywają różnego rodzaju pokarm zwierzęcy.

MIT 9: Wzrost spożycia mięsa i nasyconych tłuszczów w XX wieku jest relatywny do wzrostu liczby przypadków zawałów serca i raka

Statystyka nie znosi takich fantazji. Konsumpcja masła spadła z 8,165 kg na osobę w roku 1900 do poniżej 2,27 kg obecnie [112]. Ponadto mieszkańcy Zachodu zredukowali pod naciskiem rządowych agencji zajmujących się zdrowiem spożycie jaj, śmietany, smalcu i wieprzowiny. Spożycie drobiu wzrosło w ostatnich dwóch dziesięcioleciach, lecz drób ma mniej nasyconych tłuszczów niż wołowina lub wieprzowina.

Co więcej, przegląd książek kucharskich opublikowanych w Stanach Zjednoczonych w XIX i na początku XX wieku dowodzi, że nasi przodkowie zjadali mnóstwo zwierzęcego pokarmu i nasyconych tłuszczów. I tak na przykład w wydanej w Monmouth w stanie Illinois w roku 1895 książce kucharskiej Baptist Ladies Cook Book (Książka kucharska dla baptystek) prawie każdy przepis wymaga masła, śmietany i smalcu. Równie liczne są przepisy na warzywa w śmietanie. Przegląd wydanej w roku 1931 przez Capper Publications książki kucharskiej Searchlight Recipe Book ujawnia podobne przepisy: wątróbka w śmietanie, mizeria z ogórków ze śmietaną, serca duszone w serwatce etc. Brytyjscy Żydzi, jak dowodzi wydana w roku 1846 w Londynie Jewish Housewives Cookbook (Książka kucharska żydowskiej pani domu), również zalecają potrawy bogate w śmietanę, masło, jaja oraz jagnięcy i wołowy łój. Jeden z przepisów na niemieckie wafle wymaga na przykład tuzina żółtek jaj i pół kilograma masła. Przepis na ciasto z ostrygami pochodzący z książki kucharskiej baptystów wymaga 0,94 litra śmietany oraz tuzina jaj i tak dalej.

Wydaje się, że ludzie nie zabiegali o chude potrawy w minionym stuleciu. Jest prawdą, że konsumpcja wołowiny wzrosła w ostatnich kilku dziesięcioleciach, ale jednocześnie wzrosła również wyraźnie konsumpcja margaryny i innych produktów żywnościowych zawierających trans kwasy tłuszczowe [113], pakowanej żywności, przetworzonych olejów roślinnych [114], węglowodanów [115] oraz rafinowanego cukru [116].

Ponieważ nikt nie stwierdził występowania chorób chronicznych, takich jak zawał serca i rak, wśród zjadających wołowinę Masajów, Samburu i innych plemion, przeto jest niemożliwe, aby wołowina była sprawczynią kryjącą się za tymi współczesnymi plagami. Ten wniosek wskazuje zatem na inne dietetyczne czynniki jako prawdopodobnych sprawców.

MIT 10: Produkty sojowe stanowią odpowiedni substytut mięsa i produktów mleczarskich

Poleganie na różnorodnych produktach sojowych w celu zaspokajania potrzeb z zakresu protein jest typowe dla zachodnich wegetarian i wegan. Obecnie nie ma już prawie wątpliwości, że mający wielomiliardowe obroty przemysł sojowy osiąga swoje zyski dzięki szeroko rozpowszechnionej antymięsnej i antycholesterolowej ewangelii żywieniowców. Podczas gdy jeszcze całkiem niedawno soja była azjatycką potrawą stosowaną głównie jako przyprawa, obecnie rynek spożywczy zarzucany jest całym wachlarzem przetworzonych produktów pochodzenia sojowego.

Chociaż tradycyjne potrawy wytwarzane ze sfermentowanej soi, takie jak miso, tamari, tampeh i natto, są rzeczywiście zdrowe, jeśli spożywa się je w umiarkowanych ilościach, hiperprzetworzone "potrawy" sojowe, które spożywa większość wegetarian, nie są zdrowe.

Niesfermentowana soja i produkowane na jej bazie potrawy zawierają dość dużo kwasu fitynowego [117], który jest antypokarmowym składnikiem wiążącym znajdujące się w przewodzie pokarmowym sole mineralne i usuwającym je z organizmu. Wegetarianie znani są z tendencji do niedoboru soli mineralnych, zwłaszcza cynku [118], za co winić należy wysoką zawartość fityny w opartej na ziarnie i strączkowych diecie [119]. Chociaż szereg tradycyjnych sposobów przygotowywania potraw, takich jak moczenie, kiełkowanie i fermentowanie, powoduje znaczne obniżenie zawartości fityny w ziarnach i strączkowych [120], metody te nie są powszechnie znane ani też stosowane przez współczesnych nam ludzi, w tym przez wegetarian. Dlatego znajdują się oni (i inni spożywający duże ilości potraw opartych na ziarnach) w grupie podwyższonego ryzyka zapadania na niedomogi wynikające z niedoboru soli mineralnych.

Wytworzone na bazie soi potrawy są również bogate w inhibitory trypsyny, co uwstecznia trawienie protein. Upostaciowane białko roślinne (Textured Vegetable Protein; w skrócie TVP), mleczko sojowe, proszki sojowych protein oraz popularne wegetariańskie substytuty mięsa i mleka to pożywienie fragmentaryczne, uzyskane poprzez poddanie soi działaniu wysokiej temperatury i różnych alkalicznych płukanek w celu usunięcia z niej tłuszczów lub neutralizacji zawartych w niej silnych inhibitorów enzymów [121]. Praktyki te kompletnie denaturują proteiny zawarte w strączkowych, powodując, że są one bardzo ciężkostrawne. Do protein roślinnych rutynowo dodaje się neurotoksynę MSG [122], aby nadać im smak podobny do potraw, które naśladują [123].

Już na czysto odżywczym poziomie soja wykazuje podobnie jak inne strączkowe brak cysteiny i metioniny, witalnych aminokwasów zawierających siarkę, jak również tryptofanu, kolejnego zasadniczego aminokwasu. Co więcej, soja nie zawiera witamin A i D koniecznych organizmowi do przyswajania protein strączkowych [124].

Prawdopodobnie właśnie dlatego spożywające soję kultury azjatyckie łączą ją zwykle z rybą lub rosołem z ryby, które są bogate w rozpuszczalne w tłuszczu witaminy, lub z innymi tłustymi potrawami.

Rodzice, którzy podają swoim dzieciom mieszankę sojową, powinni pamiętać o szczególnie wysokiej zawartości w niej fitoestrogenu. Są naukowcy, którzy oszacowali, że dziecko odżywiane mieszanką sojową przyjmuje dziennie hormonalny równoważnik pięciu pastylek zapobiegających ciąży [125]. Tak wysoka dawka może dać katastrofalny rezultat. Mieszanka sojowa dla dzieci nie zawiera również cholesterolu, który odgrywa zasadniczą rolę w rozwoju mózgu i układu nerwowego. Chociaż badania wciąż trwają, te, które już ukończono, wskazują, że fitoestrogeny soi mogą być przyczyną pewnych form raka piersi [126], wad wrodzonych prącia [127] i dziecięcej białaczki [128]. Wykazano, że sojowe fitoestrogeny lub izoflawony z całą pewnością źle wpływają na działanie tarczycy [129] i powodują bezpłodność u wszystkich gatunków zwierząt, które dotąd badano [130].

Jest oczywiste, że współczesne produkty spożywcze wytworzone na bazie soi oraz wyizolowane izoflawonowe dodatki nie są zdrowe dla wegetarian, wegan ani kogokolwiek, a mimo to są pokarmem, którego spożywa się najwięcej.

MIT 11: Organizm człowieka nie jest stworzony do konsumpcji mięsa

Niektórzy wegetarianie utrzymują, że skoro człowiek posiada miażdżące zęby, tak jak roślinożercy, i dłuższe jelito niż mięsożercy, to znaczy, że jest lepiej przystosowany do wegetarianizmu [131]. Ten argument zaniedbuje jednak wiele cech fizjologicznych człowieka, które wyraźnie wskazują na to, że człowiek został stworzony do spożywania produktów zwierzęcych. Pierwszą z nich, i chyba najdonioślejszą, jest to, że nasz żołądek wytwarza kwas solny, którego nie znajdujemy u roślinożerców. Kwas solny aktywizuje enzymy rozkładające proteiny. Co więcej, ludzka trzustka wytwarza całą gamę enzymów trawiennych służących do rozkładu bardzo szerokiego wachlarza pokarmów, zarówno zwierzęcych, jak i roślinnych.

Przeprowadzone przez dra Waltera Voegtlina drobiazgowe porównanie układu trawiennego człowieka z układem trawiennym psa (mięsożerca) i owcy (roślinożerca) wyraźnie pokazuje, że jesteśmy anatomicznie znacznie bliżsi mięsożernemu psu niż roślinożernej owcy [132]. Chociaż ludzie mają dłuższe jelita niż mięsożerne zwierzęta, nie są one jednak tak długie jak u roślinożerców, nie posiadamy również kilku żołądków, jak wielu roślinożerców, a także nie przeżuwamy. Nasza fizjologia wyraźnie wskazuje na to, że możemy spożywać mieszane produkty. Inaczej mówiąc, anatomicznie jesteśmy wszystkożercami - podobnie jak nasi kuzyni: górskie goryle i szympansy, które obserwowano, jak zjadają małe zwierzęta, a w pewnych przypadkach nawet inne naczelne [133].

MIT 12: Jedzenie zwierzęcego mięsa powoduje u ludzi brutalne, agresywne zachowanie

Niektóre autorytety z dziedziny wegetarianizmu, na przykład dr Ralph Ballantine [134], utrzymują, że uczucia strachu i przerażenia (jeśli takie są, patrz "Mit 15"), jakich doznają zwierzęta w momencie śmierci, są w jakiś sposób przekazywane do ich ciał oraz wewnętrznych organów i "stają się" udziałem osoby, która je zjada.

Ci myśliciele zrobiliby dobrze, gdyby zauważyli, że nie ma żadnych naukowych badań dowodzących słuszności tej teorii, jak również przypomnieli sobie fakt, że inklinacje do irracjonalnego wpadania w gniew to symptom zbyt niskiego poziomy witaminy B12, który jest, jak już zauważyliśmy, pospolity u wegatarian i wegan.

W czasie swoich podróży dr Price zawsze odnotowywał przypadki szczególnego szczęścia i integrującego charakteru u napotykanych ludzi, którzy byli zjadaczami mięsa.

MIT 13: Produkty zwierzęce zawierają liczne substancje toksyczne

Niedawno opublikowana wegetariańska ulotka głosi:

"Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że produkty mięsne zawierają trucizny i toksyny! Mięso, ryby i jaja - wszystkie one ulegają szybko rozkładowi, gwałtownie gniją. Gdy tylko zwierzę zostaje zbite wyzwalane są samodestrukcyjne enzymy powodujące formowanie substancji zdenaturowanych zwanych ptyloaminami, które powodują raka" [135].

Jeśli mięso, ryby i jaja rzeczywiście generują rakotwórcze "ptyloaminy", to w takim razie jak wytłumaczyć, że ludzie nie wymierali masowo z powodu raka w ciągu minionych milionów lat. Tego rodzaju sensacyjnych i nonsensownych twierdzeń nie potwierdzają fakty historyczne. W wyżej wymienionej ulotce była potem mowa o "chorobie wściekłych krów" (BSE), pasożytach, salmonelli, hormonach, obecności azotynów oraz pestycydów w produktach pochodzących ze zwierząt hodowanych komercyjnie (jak również komercyjnie hodowanych owoców, ziaren i jarzyn) jako rzeczach, na które należy koniecznie zwracać uwagę. Tych chemikaliów da się jednak uniknąć, spożywając mięso zwierząt hodowanych w sposób tradycyjny oraz jaja i produkty mleczne nie zawierające szkodliwych, wytworzonych przez człowieka toksyn.

Pasożytów da się uniknąć z łatwością stosując normalne zasady ostrożności przy przygotowywaniu posiłków. Przed pasożytami chroni chociażby praktykowane przez tradycyjne społeczności marynowanie lub fermentowanie mięsa. Podczas swoich podróży dr Price zawsze znajdował zdrowych, wolnych od chorób i pasożytów ludzi mających w swojej diecie surowe mięso i produkty mleczne.

Podobnie było w przypadku dra Francisa Pottengera, który w swoich eksperymentach na kotach wykazał, że najzdrowszymi i najszczęśliwszymi z nich były te, których dieta składała się z surowej karmy. Koty karmione gotowanym mięsem i pasteryzowanym mlekiem zapadały na różne choroby, miały liczne pasożyty i zdychały [136].

Salmonellą można się zarazić jedząc również produkty roślinne. Wegetarianie często twierdzą, że mięso jest szkodliwe dla zdrowia, ponieważ w procesie rozkładu protein jest uwalniany amoniak. To prawda, że trawienie mięsa wyzwala amoniak, jednak nasz organizm szybko przekształca go w nieszkodliwą urynę. Ta rzekoma toksyczność mięsa jest mocno przesadzona przez wegetarian.

Przyczyną "choroby wściekłych krów" lub inaczej bydlęcego gąbczastego zwyrodnienia mózgu (BSE) nie jest najprawdopodobniej jedzenie przez krowy resztek zwierzęcych (praktyka żywieniowa stosowana od ponad stu lat). Brytyjski farmer Mark Purdey, który stosuje naturalne metody hodowli, przekonuje, że krowy, które zapadają na BSE to te, którym zaaplikowano szczególny organofosfatowy insektycyd, lub te, które pasły się na pastwiskach charakteryzujących się brakiem magnezu i dużą zawartością aluminium [137].

Niewielkie epidemie "choroby wściekłych krów" miały również miejsce wśród ludzi, którzy mieszkają w pobliżu wytwórni cementu i fabryk chemicznych, a także na terenach z pewnym szczególnym typem gleby pochodzenia wulkanicznego [138].

Purdey snuje teoretyczne rozważania na temat możliwości dostania się pochodzących z oprysków organofosfatowych pestycydów do tłuszczu krów, a następnie spożycia go przez inne krowy w procesie karmienia ich paszami przemysłowymi (przygotowywanymi na bazie resztek zwierzęcych). To oznacza, że przyczyną epidemii były insektycydy, które dostały się do zarażonych krów w następstwie żywienia ich resztkami (a nie resztki jako takie i związane z nimi "priony"). Jak już wspomniałem, krowy były żywione zmielonymi resztkami zwierząt od ponad stu lat. Nigdy nie stanowiło to problemu, dopóki nie wprowadzono tych szczególnych insektycydów.

Niedawno Purdey otrzymał wsparcie ze strony dra Donalda Browna, brytyjskiego biochemika, który również uważa, że przyczyną BSE nie jest infekcja. Dr Brown łączy BSE z toksynami znajdującymi się w środowisku, głównie z nadmiarem manganu [139].

MIT 14: Spożywanie mięsa lub produktów pochodzenia zwierzęcego jest mniej "duchowe" niż spożywanie pokarmu pochodzenia roślinnego

Często spotykamy się z opinią, że ci, którzy jedzą mięso lub produkty pochodzenia zwierzęcego, są mniej "duchowo rozwinięci" od tych, którzy ich nie jedzą. Mimo iż ten problem nie należy ani do działu żywienia, ani nie ma charakteru naukowego, okazuje się, że tym, którzy spożywają mięso, często daje się do zrozumienia, że są w jakiś sposób gorsi.

Wiele światowych religii nie zabrania swoim wyznawcom spożywania produktów zwierzęcych, podobnie jak nie czynili tego również ich założyciele. Żydzi jedzą na przykład baraninę w czasie swojego najważniejszego święta, Paschy. Muzułmanie czczą początek Ramadanu jedzeniem jagnięcia. Jezus Chrystus, podobnie jak reszta Żydów, spożywał mięso w czasie Ostatniej Wieczerzy (tak przynajmniej mówi Pismo Święte).

Jest prawdą, że niektóre odłamy buddyzmu zakazują konsumpcji mięsa, ale produkty mleczarskie są tam dozwolone. Podobne zasady można znaleźć w hinduizmie. Częścią obchodów Samhainu [140] wśród pogańskich Celtów było wyżynanie słabszych sztuk w stadzie i konserwowanie ich mięsa, aby mieć zapas na zimę. Nie jest więc prawdą twierdzenie, że spożywanie mięsa zawsze było wiązane z pewnego rodzaju "duchową podrzędnością" jedzących je.

Często tłumaczy się, że jest to w pewnej mierze równoznaczne z mordem, ponieważ jedzenie mięsa wiąże się z odbieraniem życia. Odkładając na bok religijne filozofie, zajmijmy się brakiem zrozumienia siły życia i tym, jak ona działa.

Współcześni ludzie (wegetarianie i cała reszta) utracili wyczucie tego, co jest konieczne do przetrwania w naszym świecie - ludzie prymitywni nigdy nie mieli z tym problemu. Obecnie nie musimy polować i konserwować upolowanego mięsa - po prostu kupujemy steki i kotlety w supermarkecie. Niekoniecznie musimy również pracować w pocie czoła na mokrych ryżowiskach - możemy kupować ryż workami w sklepie i tak dalej, i tak dalej.

Kiedy rdzenni mieszkańcy Ameryki zabijali zwierzynę na pożywienie, zwykle odmawiali modlitwę, dziękując duchowi zabitego zwierzęcia, że zgodził się poświęcić swoje życie, aby oni mogli przeżyć. W naszym świecie życie pożera życie. Destrukcja zawsze jest niwelowana poprzez powrót do równowagi. To dobra zasada. Kiedy siła życia jest nie kontrolowana, wyradza się. Jeśli na spożywanie pokarmów pochodzenia zwierzęcego spojrzymy z tej właśnie perspektywy, to okaże się, że nie wiąże się to z mordem, lecz z poświęceniem. Byłoby lepiej gdyby współcześni ludzie nie zapominali o tym.

MIT 15: Jedzenie pokarmów pochodzenia zwierzęcego jest nieludzkie

Nie ma wątpliwości, że część komercyjnie hodowanego żywego inwentarza żyje w urągających wszelkim zasadom warunkach, w których choroby i cierpienia są na porządku dziennym. W takich krajach, jak Korea zwierzęta hodowane na mięso, na przykład psy, są zabijane w potworny sposób - bije się je kijem, aż wyzioną ducha. Nasze zalecenia spożywania pokarmów zwierzęcych z całą pewnością nie zachęcają do takich praktyk.

Jak już podaliśmy w "Micie 1", komercyjna hodowla żywego inwentarza daje niezdrowe produkty spożywcze, bez względu na to, czy jest to mięso, mleko, masło, śmietana, czy jaja. Nasi przodkowie nie spożywali tak gatunkowo marnych produktów i my również nie powinniśmy tego robić.

Jest możliwa hodowla w ludzkich warunkach i z tego właśnie względu należy popierać organiczne, najlepiej biodynamiczne rolnictwo, które jest znacznie czystsze i wydajniejsze i produkuje dużo zdrowsze zwierzęta, a z nich zdrowsze produkty spożywcze. Tak więc każdy powinien zwracać baczną uwagę na to, aby kupować żywność wyprodukowaną w oparciu o organiczne metody hodowli, zarówno zwierząt, jak i roślin. Spożywanie takiej żywności nie tylko lepiej służy naszemu organizmowi dzięki znacznie lepszym własnościom odżywczym [141] oraz brakowi pozostałości hormonów i pestycydów, ale wspiera również małe gospodarstwa rolne, przez co jest znacznie korzystniejsze dla gospodarki [142].

Wielu ludzi ma z racji spożywania mięsa problemy o charakterze filozoficznym i należy podchodzić do tego ze zrozumieniem. Produkty mleczne i jaja nie są jednak związane z uśmiercaniem i mogą być dla nich doskonałą alternatywą.

Nie należy również zapominać, że z rolnictwem łączy się ogołacanie lasów z drzew w celu zdobycia nowych terenów pod uprawę, a także ochrona upraw pociągająca za sobą śmierć wielu zwierząt [143]. Tak więc przekonanie, że "przejście na wegetarianizm" przyczyni się w jakiś sposób do ocalenia zwierząt, jest w zasadzie bezpodstawne.

BIOCHEMICZNY I GENETYCZNY INDYWIDUALIZM

Dieta wegetariańska stosowana w charakterze kuracji oczyszczającej organizm stanowi czasami dobrą alternatywę. Wiele schorzeń (na przykład dna, skaza moczanowa) można często złagodzić poprzez czasowe zmniejszenie ilości spożywanych produktów pochodzenia zwierzęcego i zwiększenie ilości pokarmów pochodzenia roślinnego, lecz takiego reżymu nie wolno kontynuować przez całe życie, ponieważ są witalne składniki odżywcze, które znajdują się wyłącznie w pożywieniu pochodzenia zwierzęcego, które musimy przyjmować, aby zachować optymalny stan zdrowia.

Co więcej, nie ma jednej diety, która byłaby dobra dla wszystkich. Niektórzy wegetarianie i weganie dążąc do pozyskiwania nowych wyznawców dla swoich zasad zupełnie zapominają o tej podstawowej biochemicznej prawdzie.

Termin "biochemiczny indywidualizm" jest warty dokładniejszego wyjaśnienia. To stworzone przez biochemika żywieniowego, dra Rogera Williamsa, pojęcie odzwierciedla fakt, że różni ludzie wymagają odmiennych składników odżywczych w zależności od ich unikalnej genetycznej konstrukcji. Dużą rolę odgrywa tu również czynnik rasowy. Dieta, która jest dla kogoś doskonała, wcale nie musi być taka dla kogoś innego. Jako praktykujący dietetyk miałem wielu pacjentów, którzy stosowali dietę wegetariańską i mieli wiele kłopotów ze zdrowiem: otyłością, kandydozą (zakażeniem drożdżakowym), niedoczynnością tarczycy, rakiem, cukrzycą, zespołem nieszczelności jelita, anemią i chronicznym zmęczeniem. Ze względu na rozpowszechnione przekonanie, że wegetariańska dieta jest "zawsze zdrowsza" od diety zawierającej mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego, ludzie ci nie widzieli powodu do jej zmiany, nawet gdy była ona powodem ich problemów ze zdrowiem. Tym, czego tym ludziom brakowało, aby wrócić do zdrowia, były pokarmy i tłuszcze pochodzenia zwierzęcego oraz ograniczenie spożycia węglowodanów.

W wyniku osobliwości genetycznych i indywidualizmu biochemicznego są ludzie, którzy nie mogą być wegetarianami z takich powodów jak nietolerancja lektyny (aglutyniny roślinnej) i niedostatek enzymu desaturazy. Zawarta w strączkowych (prominentnym składniku diety wegetariańskiej) lektyna jest przez wielu ludzi nietolerowana. Są też ludzie uczuleni na ziarno, zwłaszcza na zawarty w nim gluten, bądź ogólnie na znajdujące się w ziarnie proteiny. Ponieważ ziarno stanowi główny składnik diety wegetariańskiej, tacy ludzie nie mogą jej stosować [144].

Niedostatek desaturazy występuje zwykle u Innuitów (Eskimosów), Skandynawów, Północnych Europejczyków i ludów wywodzących się od dawnych mieszkańców wybrzeży mórz. Ludzie ci cierpią na brak zdolności przekształcania kwasu alfalinolowego w EPA i DHA - dwa kwasy tłuszczowe omega-3 związane z funkcjonowaniem układu immunologicznego i nerwowego. Brak ten wynika stąd, że ich przodkowie, spożywając ryby chłodnych wód, które posiadają bardzo dużo EPA i DHA, mieli w swoich organizmach nadmiar tych kwasów i z biegiem czasu utracili z tego powodu zdolność wytwarzania enzymów koniecznych do produkcji EPA i DHA.

Ludzie ci w żaden sposób nie mogą przejść na dietę wegetariańską - muszą uzyskiwać EPA i DHA z pożywienia. EPA znajduje się wyłącznie w pokarmach pochodzenia zwierzęcego, zaś DHA występuje w niektórych algach, ale w mniejszych ilościach niż w rybich olejach [145].

Jest również oczywiste, że dieta wegańska nie jest odpowiednia dla wszystkich ludzi ze względu na ograniczoną produkcję w wątrobie cholesterolu, który znajduje się jedynie w pokarmach pochodzenia zwierzęcego. Często mówi się, że organizm wytwarza tyle cholesterolu, ile jest mu potrzebne, i że nie ma potrzeby spożywania pokarmów, które go zawierają, to znaczy pokarmów pochodzenia zwierzęcego. Najnowsze badania dowodzą jednak czegoś wręcz przeciwnego. Prace Singera z kalifornijskiego Uniwersytetu Berkeley dowodzą, że cholesterol zawarty w jajach poprawia pamięć starszych ludzi [146]. Innymi słowy, własny cholesterol tych ludzi nie wystarcza im do poprawy ich pamięci, natomiast po dodaniu pewnej ilości tego związku zawartego w jajach ich pamięć ulega poprawie.

Można odnieść wrażenie, że niektórzy ludzie dają sobie dobrze radę spożywając tylko niewielką ilość lub nie spożywając mięsa w ogóle i że zachowują przy tym pełnię sił i zdrowia jako lakto-wegetarianie [147] lub lakto-ovo-wegetarianie [148]. Dzieje się tak dlatego, że te diety są dla nich zdrowsze, a nie dlatego, że są oni ogólnie zdrowsi.

Tym niemniej należy unikać totalnego braku produktów zwierzęcych w diecie, bez względu na to, czy jest to mięso, ryby, jaja, masło lub produkty wytwarzane na bazie mleka.

W przypadku stosowania właśnie takiej diety może upłynąć wiele lat, zanim pojawią się problemy, które z całą pewnością zostaną przekazane kolejnym pokoleniom, na co jednoznacznie wskazują przeprowadzone przez dra Price'a badania nasienia.

Powód tego jest prosty: ewolucja. Ludzkość ewoluowała spożywając pokarmy i tłuszcze pochodzenia zwierzęcego i nasze organizmy dostosowały się do ich przyjmowania. Nikt nie jest w stanie zmienić rezultatów ewolucji w ciągu kilku lat. Doskonale ujął to dr Abrams, stwierdzając: "Ludzie zawsze byli zjadaczami mięsa. Fakt, że żadna z ludzkich społeczności nie jest całkowicie wegetariańska i że ci, którzy stosują wegetarianizm, cierpią z powodu osłabienia organizmu, wydaje się jednoznacznie dowodzić, że aby zachować dobre zdrowie, roślinna dieta musi być uzupełniana przynajmniej minimalną ilością zwierzęcych protein. Ludzie są i zawsze byli zjadaczami mięsa. Ludzie są również roślinożercami i zawsze nimi byli, lecz pożywienie roślinne musi być uzupełniane odpowiednią ilością zwierzęcych protein, abyutrzymać organizm w zdrowiu" [149].


Przypisy:

Zob. link źródłowy :arrow: http://zywienie.host.sk/articles.php?id=41

User avatar
lotnik
Już TomaSSo
Już TomaSSo
Posts: 2331
Joined: 08-08-2006, 05:29
Location: Bydgoszcz

Postby lotnik » 29-05-2007, 14:46

Vibovit wrote:Głosi się również, że karmienie zwierząt głodu wśród ludzi, ponieważ żywy inwentarz zjada żywność, którą mogliby konsumować ludzie, czyli że rozwiązaniem problemu głodu jest wegetarianizm.

ke? :-?
You were born but when you gonna live?

User avatar
Wrzosek
Szemrany Katol
Szemrany Katol
Posts: 4508
Joined: 01-08-2006, 00:23
Location: Section Warsaw
Contact:

Postby Wrzosek » 29-05-2007, 14:49

lotnik wrote:ke?


Domyslam sie, że jakas linijka tekstu "się zjadła". Powinno pewnie być "...karmienie zwierząt jest przyczyną głodu wśród ludzi...", albo coś w tym stylu.

Zdrówka życzę

User avatar
lotnik
Już TomaSSo
Już TomaSSo
Posts: 2331
Joined: 08-08-2006, 05:29
Location: Bydgoszcz

Postby lotnik » 29-05-2007, 15:34

A juz myslalem ze postepujace zidiocenie uwstecznilo mnie do poziomu, na ktorym nie rozumie sie slowa pisanego :)
You were born but when you gonna live?

User avatar
koval
Dziedzic Pruski
Dziedzic Pruski
Posts: 10112
Joined: 07-08-2006, 12:28

Postby koval » 29-05-2007, 16:44

ciekawe co na to powiedzial by jogurt? co poniektore argumenty slysze co jakis czas z ust mojej tesciowej, ze np ludzkie jelita sa za dlugie co powoduje gnicie w nich miesa ktore przez to jest dla organizmu toksyna (a rosliny w tym czasie oczywiscie nie gnija ), przy okazji wogule nie zwraca uwagi na to ze od kiedy przeszla na wegetarianizm ciagle cierpi na bole glowy i chroniczne zmeczenie, a juz na moje argumenty ze skoro wegetarianizm jest idealny dla czlowieka to dlaczego wiekszosc roslin jest dla nas nie strawna lub czesto silnie trujaca, ze nie mamy czterech zoladkow jak krowa przez co nie mozemy isc na lake pokuszac trawy, czy poobgryzac galaz z lisci i kory. czlowiek jest wszystkozerny i zaden anarcho vege eko idiota tego nie zmieni.
punki to chuje

User avatar
Panda
Podwójny agent
Posts: 9734
Joined: 08-08-2006, 09:32
Location: Kozhnitz

Postby Panda » 29-05-2007, 17:33

czlowiek jest wszystkozerny i zaden anarcho vege eko idiota tego nie zmieni


i w sumie wystarczyłbo ale jako że 7 lat nie jadłem mięsa dodam tez cos od siebie

w okresie nie jedzenia miesa znacznie pogorszył mi sie stan mojego kregosłupa :-/
do czego zmierzam,otóż cierpiąc na lekką skoliozę i stosując diete bezmiesną znacznie ją sobie poszerzyłem no i prawdopodobnie czeka mnie operacja :-/
przestrzegam więc tych,którzy cierpią nawet na lekkie dolegliwości z tym związane,brak choćby ryb,które zawierają niezastapione źródło wapnia i magnezu może okazac się zabójczy :-|
No Hope = No Fear

User avatar
wronka
Ksenofob
Ksenofob
Posts: 570
Joined: 08-08-2006, 01:10
Location: Warszawa
Contact:

Postby wronka » 30-05-2007, 12:14

Nie należy również zapominać, że z rolnictwem łączy się ogołacanie lasów z drzew w celu zdobycia nowych terenów pod uprawę, a także ochrona upraw pociągająca za sobą śmierć wielu zwierząt [143]. Tak więc przekonanie, że "przejście na wegetarianizm" przyczyni się w jakiś sposób do ocalenia zwierząt, jest w zasadzie bezpodstawne.

to jest chyba mocny kontrargument dla ekoludków i obronców zwierząt
o masz ci los sat

User avatar
Wrzosek
Szemrany Katol
Szemrany Katol
Posts: 4508
Joined: 01-08-2006, 00:23
Location: Section Warsaw
Contact:

Postby Wrzosek » 30-05-2007, 12:36

wronka wrote:to jest chyba mocny kontrargument dla ekoludków i obronców zwierząt


Wg mnie mocniejszym argumentem jest to, że gdyby cała ludzkośc przeszła na "trzyyyy... czteeeeee...RY" na wegetarianizm, to spowodowałoby to katastrofe ekologiczną jakiej świat nie widział.

No bo co zrobić z tymi wszystkim zwierzętami hodowlanymi i dzikimi, dla których człowiek był naturalnym przeciwnikiem i jednocześnie regulował ich populację? Załóżmy, że te hodolwane, które niejako sztucznie zostały wprowadzone do ekosystemów na przestrzeni tysięcy lat, można by tez na "trzyyyy... czteeeee... RY" zarżnąć (chociaż nie jestem pewien czy to o to chodzi "obrońcom praw zwierząt"), bo przecież na wolność nie można by ich wypuścić. Po pierwsze dlatego, że nie były przystosowane do życia na wolności, a po drugie dlatego, ze gdyby nawet się przystosowały to zachwiały by równowagą wszystkich ekosystemów.

No i co ze zwierzętami żyjącymi dziko (rybami, zającami etc.)? Nagle, ni stąd ni zowąd tracą swojego przeciwnika, który niejako naturalnie oraniczął ich poulację... cóż więc robią? Ano mnożą się jak króliki i tym samy zaczynają zagrażac innym gatunkom.

Ciekawy jestem dlaczego w dyskusji z veganami/vegetarianami nawołującymi do globalnego roślinożerstwa jakoś nigdy nie podnosi się tego argumentu.

Zdrówka życzę

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Postby Vibovit » 30-05-2007, 12:43

moim zdaniem argumenty oparte na nagłym przestawieniu świata na wegetarianizm ("z poniedziałku na wtorek") nie są bardzo przekonujące, bo to jest nierealne założenie. a wstrząs w takim scenariuszu, wynika z samego ogromu zmiany w krótkim czasie.

przecież w świecie wegetariańskim nagłe przestawienie na konsumpcję mięsa też byłoby katastroficzne, z czego jednak nie wynika niemożliwość, czy ogólna szkodliwość dla świata diety mięsnej.

panda, tego nie zrozumiałem, jak dieta może pogorszyć wadę postawy??

PS. jeden z głupszych elementów propagandy wegetarianizmu to "listy słynnych wegetarian"; radzę się temu bliżej przyjrzeć, jeśli ktoś jest ciekawy :mrgreen: masowo włączają do nich sławnych ludzi, którzy, jeśli to sprawdzić, byli wegetarianami np. jako nastolatki, albo przez rok.

albo tylko wypowiadali się przeciw okrucieństwu wobec zwierząt, do czego wegetarianie sami już dopowiadają wegetarianizm. albo są to postacie półlegendarne, jak Sokrates. o którym nic tak na pewno nie wiadomo (sam nie zostawił żadnych pism), ale dorzucić nie zaszkodzi, bo co się wielka osobistość ma zmarnować :P

spotkałem się też z wegetarianizmem Chrystusa, a na jego potwierdzenie jakiś oszołom (nie pamiętam nawet czy nie Matoł?? albo LovelyAngel?) wciskał mi kiedyś "V Ewangelię", "odnalezioną w Tybecie", która wszystko, w zakresie dietetycznym, zmieniała, i ujawniała, że nie jedli żadnych ryb tylko jakieś kłosy itp. :mrgreen: :mrgreen:

User avatar
Wrzosek
Szemrany Katol
Szemrany Katol
Posts: 4508
Joined: 01-08-2006, 00:23
Location: Section Warsaw
Contact:

Postby Wrzosek » 30-05-2007, 12:54

Vibovit wrote:argumenty oparte na nagłym przestawieniu świata na wegetarianizm ("z poniedziałku na wtorek") są z natury mało przekonujące


...tak jak jest mało możliwa jest w ogóle taka opcja. Jednakowoż biorąc pod uwagę, argumenty wegetarian przemawiające za ich dietą, można odnieść wrażenie, że właśnie takie rozwiązanie by ich zadowoliło. Żeby uniknąć sytuacji, w której naruszone zostały by piramidy pokarmowe poszczególnych ekosystemów, nalezałoby oprócz "edukacji wegetariańskiej" przygotować także "plan miękkiego lądowania", czyli np. okreslić, co należałoby zrobić ze zwierzetami hodowlanymi. No chyba, że wegetarianie doszli do wniosku, że ich ideowa walka mam mieć charakter długofalowy i przyniesie owoce za 5000 lat. Wtedy faktycznie poprzez stopniowe ograniczanie produkcji zwierzat hodowlanych przeznaczonych na potrzeby ludzi, ze wzlędu na malejące zapotrzebowanie, dojdziemy do momentu kiedy takie gatunki zwierząt:

Image

Image

Image

...znikną z powierzchni planety Ziemia.

Czy nie będzie to czasem pewien zawoalowany, wyrafinowany rodzaj holocaustu?

Zdrówka życzę

[ Dodano: 30-05-2007, 13:56 ]
PS:
Vibovit wrote:"listy słynnych wegetarian"


Listy "słynnych wegetarian" są tak samo wiarygodne i sensowne jak listy "słynnych Żydów" ;)

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Postby Vibovit » 30-05-2007, 13:10

Wrzosek wrote:Listy "słynnych wegetarian" są tak samo wiarygodne i sensowne jak listy "słynnych Żydów" ;)
przeciwnicy teorii ewolucji kompletowali kiedyś coraz dłuższą listę kolejnych doktorów popierających wersję biblijną. kupa nazwisk z tytułami.

robiło to wrażenie, ale zwolennicy teorii ewolucji odpowiedzieli listą naukowców popierających tę teorię... oraz mających na imię STEVE :lol: :lol: :lol: (wyszła kilka razy dłuższa). tzw. "project Steve".

jako kołtuńskim wsteczniakom, nie w smak nam naturalnie wstrętny projekt Steve ;) ale czy nie byłoby przyjemnie stworzyć listę Wielkich Mięsożerców? :) na każdego da Vinciego znajdzie się Michał Anioł i Galileusz, na każdego Edisona jest Alexander Graham Bell i bracia Wright...
Last edited by Vibovit on 30-05-2007, 13:29, edited 1 time in total.

User avatar
Panda
Podwójny agent
Posts: 9734
Joined: 08-08-2006, 09:32
Location: Kozhnitz

Postby Panda » 30-05-2007, 13:12

dobry temat na hard-core.pl :twisted:
No Hope = No Fear

User avatar
wronka
Ksenofob
Ksenofob
Posts: 570
Joined: 08-08-2006, 01:10
Location: Warszawa
Contact:

Postby wronka » 30-05-2007, 13:37

Wrzosek wrote:
wronka wrote:to jest chyba mocny kontrargument dla ekoludków i obronców zwierząt


Wg mnie mocniejszym argumentem jest to, że gdyby cała ludzkośc przeszła na "trzyyyy... czteeeeee...RY" na wegetarianizm, to spowodowałoby to katastrofe ekologiczną jakiej świat nie widział.



czutałam ten artykuł na wyrywki wiec do tego nie doszłam, ale tez jest to oczywiste
Last edited by wronka on 07-06-2007, 11:33, edited 1 time in total.
o masz ci los sat

Kasza
silny człowiek na trudne czasy
silny człowiek na trudne czasy
Posts: 2506
Joined: 08-08-2006, 19:31

Postby Kasza » 30-05-2007, 13:45

Mi listy słynnych wegetarian przypominają raczej listy słynnych masonów, swego czasu prokurowane przez loże aby dodać sobie znaczenia :lol:

User avatar
Wrzosek
Szemrany Katol
Szemrany Katol
Posts: 4508
Joined: 01-08-2006, 00:23
Location: Section Warsaw
Contact:

Postby Wrzosek » 30-05-2007, 13:46

wronka wrote:czutałam ten artykół na wyrywki wiec do tego nie doszłam, ale tez jest to oczywiste


Ja też czytałem wyrywkowo, ale tego argumentu się tam nie doszukałem, tylko sam tak wykombinowałem.


Wracając natomiast do kwestii lasów... Biorąc pod uwagę, że ludzie żywią się zwierzętami od zarania dziejów i jakoś nie wycieli jeszcze w pień wszystkich drzew i krzaków, ten argument o ekspansji pastwisk do mnie nie trafia. Oczywiście w przypadku gdy ludzkość będzie już na tyle liczna, że ostatnim bobrem trzeba będzie ściąć ostanie drzewo Puszczy Amazońskiej, żeby zrobić tam miejsce dla kurzej fermy hodowlanej, mającej dostarczyć jajek i kurzych nóżek dla 10000000000000000000000000 oczekujących konsumentów, może być nieprzyjemnie... Z tym, że w obliczu takiego przeludnienia planety, brak lasów będzie stanowił raczej problem o pomijalnie małym znaczeniu i nie będzie to wina mięsożerności gatunku homo sapiens, tylko co najwyżej płodności tegoż.

Zdrówka życzę

User avatar
Nozycoreki
Czytelnik Wyborczej
Czytelnik Wyborczej
Posts: 63
Joined: 15-10-2006, 00:11

Postby Nozycoreki » 30-05-2007, 14:21

Jak dla mnie ten tekst ma taka sama wartosc jak teksty mowiace, ze wegetarianizm to dieta cud. Dlaczego? Widze to z wlasnego dowiadczenia. Znam troche wegetarian (odziwo zaden z nich nie jest lewakiem). Np dwoje z nich maja kolo 60tki - sa hindusami i sa starszymi mojego znajomego. On tez jest wegetarianinem i wszyscy maja naprawde dobra kondycje. Znam tez ciazarowca i kulturystow z AWFu, ktorzy sa wegetarianami. Wszyscy sie swietnie trzymaja. Co prawda znam tez kolesia, ktory jest wegetarianinem i jest chudy jak szkapa ale z tego co wiem, wpierdala praktycznie same fryki i inne fast-foody, wiec nie ma mu sie co dziwic. Jest to dieta na ktorej popierdala polowa Indii i jakos sobie radza. W Polsce tez kiedys byl popularny wegetarianizm.. oczywiscie nie ze wzgledow zdrowotnych, tylko dlatego bo mieso bylo prawdziwym rarytasem. Chlopi wpierdalali non-stoper kasze i jakos zyli i pracowali jak dzikie osly. Wg mnie nie nie jest to tez zadna cud jak niektorzy ja promuja. Po prostu jak ktos bedzie dobieral posilki z rozwaga to bedzie to dieta po prostu dobra, tak jqak dieta miesna. Jezeli ktos bedzie wegetarianinem nie myslac o tym co je, to moze miec to takie same skutki jak wpierdalanie prze cale zycie golonki, czyli chujowe. Samemu normalnego miecha nie wpierdalam w ogole. Jestem jaroszem i opieram diete o ryby morskie. Jadam tak ze wzgledu na to, ze w mojej rodzinie (ze strony ojca) panuje miazdzyca, tetniaki, choroby wiencowe i podwyzszony cholesterol. Ludzie w mojej rodzince mlodsi ode mnie maja klopoty z cholesterolem, a u mnie jest wszystko gites. Niech kazdy wpierdala to co chce i koniec - w koncu to jest jego sprawa. Jak ktos chce jechac na samej trawie to ok, ktos chce jechac na robalach to ok. Nie zamierzam sie nikomu wpierdalac do jego talerza.

User avatar
koval
Dziedzic Pruski
Dziedzic Pruski
Posts: 10112
Joined: 07-08-2006, 12:28

Postby koval » 30-05-2007, 14:41

wrzosku nie ma mowy o przejsciu ludzkosci nagle na wegetarianizm ale co jakis czas pojawia sie jakis wplywowy idiota ktory prubuje forsowac swoje pomysly malymi kroczkami. np kilka lat temu czytalem o francuskim polityku (szczegulow niestety nie pamietam) ktory powolywal sie na to ze mieso jest nie zdrowe , nie ekologiczne, i i jest przyczyna wszelkiego zla na tej planecie. w zwiazku z czym proponowal ze skoro ludzie pomimo tego nadal wcinaja mieso , zmusic ich do przejscia na wegetarianizm poprzez duzy podatek naniesiony na mieso, slusznie kombinujac jak choloty satac nie bedzie na schab to zaczna zrec soje :lol: w takiej sytuacji nie trzeba 5000lat zeby produkcje miesa ograniczyc do minimum , wystarczylo by max 5 zeby swinke zamiast na talezu ogladac w zoo. oczywiscie trzeba by wziasc pod uwage ze takie smiale poczynanie puki co spotkalo by sie z zdecydowanym oporem spolecznym, ale kto wie jaka sytuacja bedzie miec za np trzydziesci lat gdy pokolenie sojowych cherlakow bedzie mialo coraz wiecej do powiedzenia.
punki to chuje

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Postby Vibovit » 30-05-2007, 14:43

Nozycoreki wrote:Jak dla mnie ten tekst ma taka sama wartosc jak teksty mowiace, ze wegetarianizm to dieta cud. Dlaczego? Widze to z wlasnego dowiadczenia. Znam troche wegetarian (odziwo zaden z nich nie jest lewakiem). Np dwoje z nich maja kolo 60tki - sa hindusami i sa starszymi mojego znajomego. On tez jest wegetarianinem i wszyscy maja naprawde dobra kondycje.
każdy tekst będzie niskiej wartości jeśli czytamy go pobieżnie i nieuważnie.

Byrnes nie twierdzi, że dieta wegetariańska jest niemożliwa czy bezwzględnie szkodliwa. co najwyżej, że jest trudna, jej walory są przeceniane, a wyższość - uzasadniana w sposób wątpliwy i pochopny.

zarzuty szkodliwości jako takiej dotyczą weganizmu (gdzie nie je się ŻADNYCH produktów pochodzenia zwierzęcego).

jeśli poszukasz, znajdziesz w tekście sformułowanie "zdrowa dieta wegetariańska", a także takie cytaty -
Byrnes wrote:W pewnych określonych warunkach zdrowia dieta wegetariańska ma zalety, są również ludzie, którzy lepiej funkcjonują przy mniejszej ilości tłuszczu i protein

Byrnes wrote:Dieta wegetariańska stosowana w charakterze kuracji oczyszczającej organizm stanowi czasami dobrą alternatywę.

Byrnes wrote:nie ma jednej diety, która byłaby dobra dla wszystkich

Byrnes wrote:należy unikać totalnego braku produktów zwierzęcych w diecie, bez względu na to, czy jest to mięso, ryby, jaja, masło lub produkty wytwarzane na bazie mleka.


Byrnes podkreśla także, że dobre zdrowie u ludzi niejedzących mięsa (takich jak twoi znajomi) - inaczej niż lubią twierdzić wegetarianie, jest często efektem ogólnie zdrowszego trybu życia, dbania o siebie, unikania używek itd., a nie tylko tej diety samej w sobie.
Byrnes wrote:Adwentyści Dnia Siódmego są grupą często poddawaną badaniom w ramach badań populacji, których celem jest udowodnienie, że dieta wegetariańska jest zdrowsza i związana ze spadkiem ryzyka zapadnięcia na raka (proszę jednak zwrócić uwagę na jeden z dalszych akapitów tej części). Chociaż jest prawdą, że większość wyznawców tego odłamu chrześcijaństwa nie jada mięsa, faktem jest również, że nie palą oni tytoniu ani nie piją alkoholu, kawy i herbaty, które są bardzo prawdopodobnymi czynnikami rakotwórczymi [48].

Mormoni to często pomijana w badaniach wegetarianizmu grupa wyznaniowa. Chociaż ich Kościół nawołuje do umiarkowania, mormoni nie stronią od mięsa. Podobnie jak adwentyści, mormoni również unikają tytoniu, alkoholu i kofeiny. Mimo iż jadają mięso, badania mormonów z Utah [49] wykazały, że mają oni o 22% mniejszą liczbę przypadków raka w ogólności i o 34% mniejszą liczbę zgonów z powodu raka okrężnicy w stosunku do średniej w USA [50].


Nozycoreki wrote:Niech kazdy wpierdala to co chce i koniec - w koncu to jest jego sprawa. Jak ktos chce jechac na samej trawie to ok, ktos chce jechac na robalach to ok. Nie zamierzam sie nikomu wpierdalac do jego talerza.
przecież też nie chcę nikomu czegoś zakazywać. komentować chyba może jednak każdy? przy tym nieprawda (czy: czysta teoria ze świata idealnego), że nie dotyczy cię, co inni jedzą czy co UWAŻAJĄ na temat jadłospisu. w praktyce nie jesteś wolny od wpływu cudzych przekonań nt żywienia, zwłaszcza w obecnych czasach gdy nad dobrem ludzi coraz częściej czuwają różne agencje rządowe.

możesz też zderzać się z takimi ideologiami w codziennych sytuacjach, ot, choćby okaże się, że w szkole, do której posyłasz dzieci, stosuje się w stołówce jakiś "cudowny" jadłospis, albo nie pozwala mieć kanapek z mięsem (nie śmiej się, zobaczymy za 15 lat - konfiskowanie niezdrowego żarcia dzieciom zdarza się już jako praktyka w szkołach zachodnich; a polityka ma wpływ na to, co jest, a co nie jest uważane za niezdrowe). również pewne poglądy dietetyczne będą im wpajane jako wiedza obiektywna, np. na biologii.

odczujesz także - pośrednio - kłopoty ludzi, którzy sobie przez dietetyczne fanatyzmy zaszkodzą; na przykład zajmą ci kolejkę do lekarza, ktoś także za ich wizytę zapłaci itd.

naturalnie to samo dotyczy ludzi, którzy żrą wszystko jak odkurzacz i dopychają tłustym stekiem - a jednak to akurat weganie zabili własne dziecko, karmiąc je samą soją; a nie mięsożercy podając niemowlęciu hamburgery.

kolejnym przykładem byłby wysoki podatek od mięsa, którego, jak pisze wyżej Koval, żądał jakiś typ we Francji

User avatar
Nozycoreki
Czytelnik Wyborczej
Czytelnik Wyborczej
Posts: 63
Joined: 15-10-2006, 00:11

Postby Nozycoreki » 30-05-2007, 17:52

Pryznaje, ze nie przeczytalem tego tekstu w calosci. Czytalem fragmentami i pominalem pare ciekawych rzeczy.

Jezeli natomiast chodzi o dzieci to jest to wg mnie inna sprawa. Nie maja ona pelni praw bo sie sa w stanie w pelni samodzielnie decydowac za siebie (wielu doroslych tez, ale to juz temat na inna pogawendke). Panstwo powinno wg mnie dbac o zdrowie dzieci, wrecz czasami wbrew rodzicom - oczywiscie w przypadkach, kiedy ow rodzice dziecku szkodza. Szkodzic mu moga bijac je, nie karmiac go, ale tez moga mu szkodzic dajac im do jedzenia syf a nie zarcie. Nigdy w zyciu nie pozwolilbym na to, zeby dieta mojego dzieciaka opierala sie na chipsach, batonikach i coca-coli. U nas nie jest to az takie powszechne, ale juz w UK albo w Texasie tak. Powinienem wczesniej napisac, ze nie zamierzam sie wpierdalac do talerza osobom pelnoletnim, bo wpierdalanie sie do spraw zywienia dzieciom, jak najbardziej popieram.

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Postby Vibovit » 30-05-2007, 18:47

Nozycoreki wrote:Panstwo powinno wg mnie dbac o zdrowie dzieci, wrecz czasami wbrew rodzicom - oczywiscie w przypadkach, kiedy ow rodzice dziecku szkodza.
jadłospis domowy też ustalać?
Nozycoreki wrote:Nigdy w zyciu nie pozwolilbym na to, zeby dieta mojego dzieciaka opierala sie na chipsach, batonikach i coca-coli.
pewnie że też bym nie pozwolił, ale to JA mam nie pozwalać, a nie państwo za mnie. dziś zaczną się wpierdalać że dałem mu batonik, to jutro wyznaczą jakieś godziny w których ma dla zdrowia biegać po podwórku.

zresztą otwiera się tu dygresja, która już nie ma wiele wspólnego z wegetarianizmem.

ciekawy i ściśle związany z tematem jest za to ten oto tekst :arrow: http://www.energygrid.com/health/2002/0 ... yrnes.html - będący wegetariańską odp. Byrnesowi.

autor wytyka Byrnesowi jednostronność i polemizuje m.in. w sprawach wpływu na środowisko.
przyznaje mu jednocześnie rację w wielu sprawach zdrowotnych (m.in. witamin B12, A, D, w kwestii produktów sojowych - o tym, że te ostatnie nie są wcale zdrowym pożywieniem, czyt. również www.nexusmagazine.com/articles/soydangers.html ).

warto przeczytać dla pełnego obrazu.

User avatar
Nozycoreki
Czytelnik Wyborczej
Czytelnik Wyborczej
Posts: 63
Joined: 15-10-2006, 00:11

Postby Nozycoreki » 30-05-2007, 21:22

Vibovit wrote:
Nozycoreki wrote:Panstwo powinno wg mnie dbac o zdrowie dzieci, wrecz czasami wbrew rodzicom - oczywiscie w przypadkach, kiedy ow rodzice dziecku szkodza.
jadłospis domowy też ustalać?
Nozycoreki wrote:Nigdy w zyciu nie pozwolilbym na to, zeby dieta mojego dzieciaka opierala sie na chipsach, batonikach i coca-coli.
pewnie że też bym nie pozwolił, ale to JA mam nie pozwalać, a nie państwo za mnie. dziś zaczną się wpierdalać że dałem mu batonik, to jutro wyznaczą jakieś godziny w których ma dla zdrowia biegać po podwórku.

Tak panstwo wg mnie powinno miec prawo ingerowac w to, codajesz swojemu dzieciakowi w domu. Oczywiscie w jakis skrajnych przypadkach. Slyszales o tym brytyjskim dzieciaku, ktory w wieku 8 lat wazyl mocno ponad 100kg? Bylo o tym dosyc glosno. Potem mozna bylo uslyszec o calym multum przypadkow tego typu gdzie nawet czasami jeszcze mlodsze dzieci, wazyly jeszcze wiecej. Cos takiego to juz nawet nie jest zwykle szkodzenie dziecku, co po prostu okaleczanie go! Nie jest w stanie chodzic, wykonywac wielu rzeczy, ktore powinien moc wykonywac - staje sie kaleka i to nie z powodu wady genetycznej, wypadku etc tylko z powodu braku odpowiedzialnosci wlasnych rodzicow. Ile ten maly pozyje? Jak dobije do 30stki to bedzie dobrze. Tacy ludzie zabijaja wlasne dzieci tak jak i ci, ktorzy daja do zarcia swoim dzieciom sama soje.. Powinno sie takim ludziom dzieci odbierac!
Rodzicielstwo to odpowiedzialnosc, jak ktos ne jest odpowiedzialny to ma pecha. Panstwo jest miedzy innymi po to, zeby bronic swoich obywateli, a dzieci takze sa obywatelami.

Jezeli chodzi zwalczanie smieciowego zarca w szkolach publicznych to o co w ogole chodzi? Szkoly publiczne naleza do panstwa i panstwo ma prawo decydowac jakie reguly w ich szkole panuja. Jak nie pasi to proponuje typowo-prawicowe wyjscie z sytuacji tzn zapisac dzieciaka do szkoly prywatnej i tyle.

User avatar
szmal
Punk Rock Pozer
Punk Rock Pozer
Posts: 359
Joined: 03-10-2006, 17:37

Postby szmal » 31-05-2007, 09:38

Mnie jakoś nie ruszają te listy słynnych wegetarian, pedałów itd.

Według nich Leonardo Da Vinci był pedałem, wegetarianinem, masonem. Mało tego był posiadaczem różnych chorób takich jak autyzm, parkinson (pewnie pomagało mu to w malowaniu), alzheimera (to pewnie pomagało w zapamiętywaniu) rak płuc/jelita czy prostata.
Ciekawe, dlaczego pomimo takiego stanu zdrowia dożył tak sędziwego wieku i zachował sprawność umysłu.

Dla mnie jest to mówienie "...Patrzcie on też był taki jak my. On był wybitny, więc i my jesteśmy wybitni"
Słyszę ich krzyk pełen nienawiści
Oni są najlepsi, a reszta to faszyści
Nie lubią nas gdy mówimy - Są źli!
Jestem wrogiem bo nie wierzę w ich sny

"...Socjalizm to ustrój , który bohatersko walczy z problemami nieznanymi w innych ustrojach...."

User avatar
Vibovit
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4164
Joined: 07-08-2006, 23:36

Postby Vibovit » 31-05-2007, 14:22

szmal wrote:Dla mnie jest to mówienie "...Patrzcie on też był taki jak my. On był wybitny, więc i my jesteśmy wybitni"
no mi też się tak wydaje :mrgreen: kto by się na to nie połasił - tanio wkupić się w pokrewieństwo z geniuszami
Nozycoreki wrote:
Vibovit wrote:
Nozycoreki wrote:Panstwo powinno wg mnie dbac o zdrowie dzieci, wrecz czasami wbrew rodzicom - oczywiscie w przypadkach, kiedy ow rodzice dziecku szkodza.
jadłospis domowy też ustalać?
Nozycoreki wrote:Nigdy w zyciu nie pozwolilbym na to, zeby dieta mojego dzieciaka opierala sie na chipsach, batonikach i coca-coli.
pewnie że też bym nie pozwolił, ale to JA mam nie pozwalać, a nie państwo za mnie. dziś zaczną się wpierdalać że dałem mu batonik, to jutro wyznaczą jakieś godziny w których ma dla zdrowia biegać po podwórku.

Tak panstwo wg mnie powinno miec prawo ingerowac w to, codajesz swojemu dzieciakowi w domu. Oczywiscie w jakis skrajnych przypadkach. Slyszales o tym brytyjskim dzieciaku, ktory w wieku 8 lat wazyl mocno ponad 100kg? Bylo o tym dosyc glosno.
ingerować można, ale kiedy wystąpią ewidentne patologie a nie "na zaś"
Nozycoreki wrote:Jezeli chodzi zwalczanie smieciowego zarca w szkolach publicznych to o co w ogole chodzi? Szkoly publiczne naleza do panstwa i panstwo ma prawo decydowac jakie reguly w ich szkole panuja.
to takie sowieckie myślenie. faktycznie te szkoły należą do nas wszystkich, bo państwo nie ma swoich pieniędzy - używa wyłącznie naszej kapony. tak czy nie?? jeśli chce być władcą udzielnym, niech sobie zarobi własny hajs. w republice jest ono sługą obywatela.

nie przeszkadza mi fakt niepodawania "śmieciowego żarcia" czy edukowania przeciw niemu, jednak np. konfiskowanie dzieciakom niezdrowego śniadania, które przyniosły z domu, przekracza pewną linię.

poza tym nie bronię przecież hamburgerów i snickersów - zwróciłem tylko uwagę, że istnieją mechanizmy narzucania innym obywatelom konkretnego modelu żywienia. i dlatego warto się interesować, co robią i głoszą grupy ideowe w rodzaju wegan. a nie odwracać od tego plecami na zasadzie "co mnie to".

User avatar
mokele mbembe
Czytelnik Wyborczej
Czytelnik Wyborczej
Posts: 67
Joined: 17-09-2006, 21:43

Postby mokele mbembe » 01-06-2007, 19:30

nie ma jednej diety, która byłaby dobra dla wszystkich
Ludzie mają dosyć różniące się organizmy (w penym zakresie zmienności gatunkowej). Jednemu może wegetarianizm\weganizm służyć, inny musi jeść mięso żeby się dobrze czuć i być zdrowym. Mi osobiście wydaje się, że laktoowowegetarianizm jest zdrowy, mięsożerstwo też, co do weganizmu mam wątpliwości podobne do tych zawartych w tekście (+roczne doświadczenie, na szczęście szybko wróciłem do jedzenia jajek i nabiału). Co do naturalnej dla człowieka diety ponoć (tak miałem na zajęciach) najlepsza jest dieta Pigmejów: 20% białek zwierzęcych (mięso w tym robaczków, jaja ptaków), 80% roślin (stosunkowo mało pokarmów skrobiowych za to dużo nasion i orzechów). Nie wiem na ile człowiek w ciągu rozwoju ewolucyjnego przystosował się do obecnej diety, ale pewnie istnieją różnice w fizjologii między Eskimosami, Masajami (oparta na kukurydzy, mleku i krwi bydlęcej) a ludami rolniczymi od wielu pokoleń. Co do Eskimosów to za długo nie żyją z powodu braku niektórych witamin (zwłaszcza C), których mało jest w mięsie (uzupełniali ich niedobór jedząc zawartość żołądków reniferów-mchy, porosty, drobne krzewinki).
Nie podobają mi się zarówno naciągane teorie o dobroczynności diety wegańskiej, wegetariańskiej (mityczni kulturyści weganie) jak również mówienie, że bez mięsa ani rusz (bo jajka i nabiał są dobrym źródłem wartościowych składników).
Jeszcze co do zdrowia: nie jestem może jakimś wieloletnim wegetarianinem (6 lat bez mięsa, 3 lata temu rok weganizmu). Zrobiłem sobie ostatnio badania krwi w związku z tym, że od dzieciństwa cierpię na alergię i astmę. Wyniki są w normie, zwłaszcza te, które mogłyby wskazywać na niedobory witaminy B12 czy żelaza (ilość czerwonych krwinek, zawartość hemoglobiny, MCV, MCH, MCHC). Co prawda prowadzę w miarę możliwości zdrowy tryb życia (nie palę i nie piję). Na razie przynajmniej wegetarianizm mnie nie uszkodził ;)
Co do "ekologicznego" znaczenia wegetarianizmu (które do mnie bardziej przemawia niż etyczne) i mięsożerstwa(: hodowla zwierząt taka jak jest opisana w artykule jest ok, gorzej z fermami i ich ściekami. Ryby oceaniczne też są nieźle przetrzebione, nie mówiąc o waleniach. Co do pastwisk to trudno mi się wypowiadać, bo nie orientuję się jak w skali światowej ma się chów zwierząt wypasanych na pastwiskach do produkcji żywności. Jeśli chodzi o produkcję roślin pastewnych (soja, soczewica, zboża), które mogą być jedzone przez człowieka to faktycznie mniejsze straty energii są przy skróceniu łańcucha pokarmowego o jedno ogniwo (żywienie się roślinami a nie mięsem zwierząt utuczonych na tych roślinach). Wynika to ze znanego z biologii przepływu energii i obiegu materii (straty na każdym ogniwie łańcucha troficznego).
Zresztą dawniej ludzie nie jedli tyle mięsa co dziś (nawet nasi dziadkowie pamiętają, że mięso było od święta) a głownie jadło się różne kasze, nabiał (w tym jajka) i warzywa.

r27
Tomasz Jacykow Bloku Wschodniego
Tomasz Jacykow Bloku Wschodniego
Posts: 14535
Joined: 08-08-2006, 18:14

Postby r27 » 06-06-2007, 12:47

teraz też systematycznie spada spozycie mięsa co sie tłumaczy wyższą swiadomością społeczną ..no oprócz lewaków którzy tłumaczą to że w kapitalixmei jest głód :mrgreen:

...lekarze od lat twierdzą ze najzdrowasza jest piramida żywieniowa

http://trends.blox.pl/2007/04/Piramida-Zywieniowa.html

[ Dodano: 06-06-2007, 13:48 ]
szmal wrote:Mnie jakoś nie ruszają te listy słynnych wegetarian, pedałów itd.

Według nich Leonardo Da Vinci był pedałem, wegetarianinem, masonem. Mało tego był posiadaczem różnych chorób takich jak autyzm, parkinson (pewnie pomagało mu to w malowaniu), alzheimera (to pewnie pomagało w zapamiętywaniu) rak płuc/jelita czy prostata.
Ciekawe, dlaczego pomimo takiego stanu zdrowia dożył tak sędziwego wieku i zachował sprawność umysłu.

Dla mnie jest to mówienie "...Patrzcie on też był taki jak my. On był wybitny, więc i my jesteśmy wybitni"



najsłynniejszym wegetarianinem był ADI a nie jakiś vinci :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!:

User avatar
resztka
Oszołom
Oszołom
Posts: 315
Joined: 11-08-2006, 20:44

Postby resztka » 06-06-2007, 13:19

nie jestem zwolenniczką wegetarianizmu odkąd sąsiadka mimo spożywania soi, strączkowych itp i diety wydawałoby się dobrze zbilansowanej zafundowała sobie w wieku 22lat osteoporozę (na którą zwykle nie zapada się poniżej 70tki).

r27 wrote:...lekarze od lat twierdzą ze najzdrowasza jest piramida żywieniowa

http://trends.blox.pl/200...Zywieniowa.html

zgadza się, tyle że to nieaktualna wersja piramidy. Rok temu wprowadzone zostały modyfikacje piramidy z Międzynarodowego Instytutu Żywienia bodaj z Paryża zwiększyły dozwolone dawki ryżu oraz makaronu i nie traktują już produktów mącznych jako źródła wszelkiego zła, więc można łaskawiej spojrzeć na spaghetti albo pierogi.
No pipe did hum, no battle drum
Did sound it's dread tattoo.

User avatar
Panda
Podwójny agent
Posts: 9734
Joined: 08-08-2006, 09:32
Location: Kozhnitz

Postby Panda » 13-06-2007, 11:10

mój Ojciec twierdzi :dziad: że 7 lat mojego wegetarianizmu wypaliło mi mózg <:D
No Hope = No Fear

User avatar
stanzberg
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 2930
Joined: 24-09-2006, 16:16
Location: plac Keksholmski

Postby stanzberg » 13-06-2007, 11:59

resztka wrote: Rok temu wprowadzone zostały modyfikacje piramidy z Międzynarodowego Instytutu Żywienia bodaj z Paryża zwiększyły dozwolone dawki ryżu oraz makaronu


:shock: No coś Ty?

Będę musiał koniecznie zwiększyć dawkę ryżu i makaronu w diecie, skoro już wolno. :rabbit:

User avatar
szmal
Punk Rock Pozer
Punk Rock Pozer
Posts: 359
Joined: 03-10-2006, 17:37

Postby szmal » 13-06-2007, 12:09

Dlaczego ludzie mają kły (jak każdy mięsożerca), a według wegetarian ludzie są roślinożercami :?: :scrath:
Słyszę ich krzyk pełen nienawiści

Oni są najlepsi, a reszta to faszyści

Nie lubią nas gdy mówimy - Są źli!

Jestem wrogiem bo nie wierzę w ich sny



"...Socjalizm to ustrój , który bohatersko walczy z problemami nieznanymi w innych ustrojach...."


Return to “ZGŁOSZONE TEKSTY”

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest