Dropkick Murphys

Moderator: XmichassX

User avatar
street- core
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 2151
Joined: 08-08-2006, 01:00
Location: Poznań/Września
Contact:

Dropkick Murphys

Postby street- core » 04-09-2006, 16:07

Dropkick Murphys Blackout *****

Image

Tym albumem DKM przeszli samych siebie. Rewelacyjny album, bardzo dobrze zrealizowany wydany w digipack. Rewelacyjnie odmierzona ilość punka i irish. Praktycznie w każdym utworze słychać odbrobine wpływów z zielonej wyspy. Najlepszą rzeczą na tym krążku są tradycyjne utwory celtyckie w ich własnej aranżacji, a mianowicie "Black velvet band" oraz "Fields of Athenry". W życiu nie słyszałem lepszych wersji tych utworłw. Na płycie nie zabrakło oczywicie utworu o tematyce sportowej, który poruszony jest w "Time to go". Oprócz czadów dropkick prezentuje nam dwa spokojniejsze utwory "World full of hate" i zamykający płyte "Kiss Me, I'm Shitfaced".Ten krążek jednak to nie koniec, bo jako bonus chłopaki z Bostonu dorzucają nam płyte DVD na której znajdują się 4 teledyski. Jeżeli ktoś kiedykolwiek wyda lepszą płyte niż ta to najprawdopodobniej będzie to koniec świata.
Niespotykanie spokojny człowiek

User avatar
Ziggy Swinka z Klasa
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 1425
Joined: 07-08-2006, 23:33
Location: Gdansk - Wrzeszcz

Postby Ziggy Swinka z Klasa » 04-09-2006, 22:21

Koniec swiata nastapil juz w 1977 roku , rozczarowalem sie ta plyta bardzo ten zespol jest dobry na zywo ale zauwazylem tendencje spadkowa w przypadku tej grupy. Genialene wrecz DO OR DIE ale im dalej w las tym jakos mniej pociaga.
"Jakby ktoś przyjechał z Ameryki, Gdańska, czy z Nowego Yorku czy z innych państw zagranicznych" - Krzysztof Kononowicz

User avatar
herr bert
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 3656
Joined: 08-08-2006, 16:53
Location: z domu

Postby herr bert » 04-09-2006, 23:03

No widzisz Ziggi każdy lubi to co lubi, a ja się zgadzam ze street- core ta płyta jest naprawde dobra. No może dla ciebie koniec świata był w 77 roku bo ja tak nie uważam. Cdn.....

User avatar
XmichassX
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 4056
Joined: 08-08-2006, 07:16
Contact:

Postby XmichassX » 05-09-2006, 08:27

Moja ulubiona płyta Dropkicków. A "genialne" "Do or die" było dla mnie raczej średnie...
Image

User avatar
Ziggy Swinka z Klasa
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 1425
Joined: 07-08-2006, 23:33
Location: Gdansk - Wrzeszcz

Postby Ziggy Swinka z Klasa » 05-09-2006, 09:57

tylko na tej plycie z pierwszego skladu DM gra jeden koles , basista , gdzie jest zalozyciel kapeli czyli gitarzysta i wokalista ? Nie ma to co to za DM ? To nie jest juz zespol od kilku lat tylko kover band z muzykami sesyjnymi.
"Jakby ktoś przyjechał z Ameryki, Gdańska, czy z Nowego Yorku czy z innych państw zagranicznych" - Krzysztof Kononowicz

User avatar
Panda
Podwójny agent
Posts: 9734
Joined: 08-08-2006, 09:32
Location: Kozhnitz

Postby Panda » 05-09-2006, 10:18

Zgadzam się z Ziggim,najfajniejsze dla Mnie rzeczy DM to "Do Or Die" i kolekcje singli (1 i 2),jeszcze "The Gang's All Here" daje radę a później już coraz gorzej choć "Blackout" nie jest płyta złą.Myslę że DM to teraz taki zespół-instytucja bardziej i pewien poziom zawsze utrzymują <:)
No Hope = No Fear

User avatar
Crucifixio
Ksenofob
Ksenofob
Posts: 692
Joined: 08-08-2006, 06:26
Location: chiński obóz pracy

Postby Crucifixio » 05-09-2006, 10:27

herr bert wrote:No widzisz Ziggi każdy lubi to co lubi, a ja się zgadzam ze street- core ta płyta jest naprawde dobra. No może dla ciebie koniec świata był w 77 roku bo ja tak nie uważam. Cdn.....


Noż kurwa nie wiecie że Zigi to słynny antychryst i w rok jego urodzenia skończył się swiat. :mrgreen: "Blackout" moim zdaniem bardzo dobry choć jak ktoś wcześniej zauważył wszystkie Dropkicki generalnie trzymają pewien poziom, dobry poziom.

User avatar
Mihau
Mistrz Patelni
Posts: 4275
Joined: 07-08-2006, 23:24
Location: COLLINA

Postby Mihau » 05-09-2006, 11:58

Płyta świetna,dużo ostatnio słucham.
collina to straszna banda amatorów, kolesie kompletnie nie potrafią grac, kabaret i śmiech na sali


www.collinahc.pl

User avatar
Budyń
Killing Joke
Killing Joke
Posts: 4650
Joined: 01-08-2006, 07:31
Location: Warszawa
Contact:

Postby Budyń » 05-09-2006, 15:09

Nuda... :evil:
Image
blog
wszystko o nowej płycie Spirita
http://spiritof84.pl/index.php?dzial=x

User avatar
Dany77
Konto usunięte na prośbę użytkownika
Posts: 296
Joined: 08-08-2006, 12:07

Postby Dany77 » 05-09-2006, 16:05

hm mam ich tylko jedynke i dwojke + te single vol1. dobry jest tez 'boys on the docks'.. chyba juz niedostepne. niezly dali kiedys show w poznaniu, kto byl ten wie ;)
Punx Not Red!

chuj_ewo_znajet
Czytelnik Wyborczej
Czytelnik Wyborczej
Posts: 12
Joined: 02-11-2007, 16:34

Postby chuj_ewo_znajet » 02-11-2007, 16:55

Image

no to ja napisze o tej płytce.... moim zdaniem bostonscy irlandczycy nie zawiedli, wrecz przeciwnie dalej jestem pod wrazeniem ich pomyslow na nagrywanie co raz to lepszych plyt. Porownal bym ja troche do plyty The Gang's all here ... aczkolwiek The Warrriors Code jest bardziej dynamiczna i szybka. Oczywiscie nie brakuje elementow typowo folkowych jak stanardowo kobza i skrzypki... jak dla mnie jedna z najlepszych ich plyt. Podsumowijac zajebisty punk rock z elemantami folku plyta ktora podresla ze Dropkick Murphys jest zespolem ktory smialo zasluguje na miano najlepszej kapeli swego rodzaju.

User avatar
Wrzosek
Szemrany Katol
Szemrany Katol
Posts: 4508
Joined: 01-08-2006, 00:23
Location: Section Warsaw
Contact:

Postby Wrzosek » 08-04-2009, 12:21

No to tak z okazji ujawnienia informacji o koncercie...

The Early Years - Underpaid & Out of Tune (1998)

Image

* * * * 1/2

Możliwe, że nieco zawyżam wartość tej płyty, ale to z tego powodu, że był to mój pierwszy kontakt z Dropkick Murphy's, którzy dekadę temu byli dla mnie jedną z najważniejszych i najczęściej słuchanych kapel.
Jak większość pankowych zespołów, przed wydaniem pełnowymiarowego debiutu nagrali masę singli, epek i splitów z innymi zespołami. Ten album (który miał być ich pierwszą wizytówką na europejskim rynku) zbiera te wszystkie nagrania i prezentuje nam zespół u progu jego kariery. Mamy tu więc utwory zarówno studyjne, jak i koncertowe, autorskie , jak i innych wykonawców (i to w dość sporej liczbie, bo DM grali początkowo tylko żartu jako cover-band). Mimo takiej różnorodności, ta zbieranina jest całkiem spójna. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich kawałków jest energia z jaką są zagrane waląca słuchacza jak strzał adrenaliny pod serducho, a jednocześnie bezczelna melodyjność okraszona subtelnie irlandzkim folkiem. Ostrzegam, że do słuchania tego albumu potrzeba niezłej kondycji – mi na przykład jeszcze NIGDY nie udało się go wysłuchać na siedząco. Takie numery jak "Boys on the Docks", czy "Caps and Bottles" po prostu wyrywają z kapci. Na prawdziwie wysokie obroty wchodzimy jednak dopiero przy numerach koncertowych, na których zespół zyskuje dodatkowego członka w postaci publiczności odśpiewującej równo wszystkie chórki. Jeżeli słuchając tych numerów nie zaczniecie łazić po ścianach i drzeć się razem ze śpiewającą publiką, to dzwońcie natychmiast po pogotowie bo prawdopodobnie jesteście martwi. Przedostatni numer to nieco przerobiona, dropkickowa wersja bostońskiego standardu "Charlie on the MBTA" (tu zamiast Charliego pojawia się skihnead), z wplecionym ejsidisowym motywem z "T.N.T". Po co nam elektrownie atomowe skoro mamy takie kawałki?
Dodam jeszcze, że dwa lata później ukazała się w Stanach płyta o podobnym charakterze (zbierająca kawałki z pierwszych singli i epek) i podobnej okładce, ale o innym tytule ("The Singles Collection, Volume 1") i nieco rozszerzonym materiale.



Do or Die (1998)

Image

* * * *


Oficjalny debiut płytowy DM. Płyta ukazała się w wydawnictwie Larsa Frederiksena z Rancid i to on był jej producentem. Nie wiem czy to pod jego wpływem, czy może jakiś innych czynników zespół nieco się uspokoił. Może nieznacznie, ale ten ich zaraźliwy entuzjazm został tutaj jakby nieco przykręcony. Oczywiście ich muzyka jest wciąż cholernie energetyczna i melodyjna, ale wystarczy posłuchać kilku na nowo zarejestrowanych kawałków znanych już z "The Early Years", żeby poczuć różnicę. Zdecydowanie najbardziej street-punkowa płyta w całym dorobku zespołu.



The Gang's All Here (1999)

Image

* * * * *

Krótko i treściwie – dla mnie jest to najlepszy album tych gości. W stosunku do poprzedniej płyty zaszły poważne zmiany. Pierwsza z nich nastąpiła przy mikrofonie – na miejsce Mika McColgana przyszedł zwerbowany z The Bruisers Al Barr, przez co potencjał zespołu skoczył automatycznie o jakieś 30%. Po drugie do zestawu instrumentów już na dobre zagościły dudy i skrzypce, czyli nieodzowne elementy muzyki irlandzkiej. Póki co jeszcze się nie szarogęszą we wszystkich utworach, ale tam gdzie trzeba, dają o sobie wyraźnie znać. Jednocześnie tym razem udało się odszukać w studiu znaną z koncertów, a przytępioną nieco na "Do or Die" energię. Co więcej zespołowi udaje się nawet wrzucić jeszcze wyższy bieg. No i oczywiście melodie! Już po pierwszym przesłuchaniu takie numery jak "Blood and Whiskey", "10 Years of Service", "Upstarts and Broken Hearts" czy "Curse of a Fallen Soul", to nasi starzy znajomi, którzy nie chcą się od nas odczepić. Wszystkie te elementy spowodowały, ze wielu jest skłonnych uznawać "The Gang's All Here" za najlepszą street-punkową płytę lat 90-tych. Tak, tak proszę państwa. Pomimo tych dudów i skrzypiec muzyka DM na tej płycie to wciąż jeszcze porywający uliczny punk, a nie żaden folk... chociaż zmiany były coraz bliżej.



Sing Loud, Sing Proud (2001)

Image

* * * * 1/2

Po takiej petardzie, jaką było "The Gang's All Here", oczekiwania publiczności były olbrzymie. Oczywiście kiedy pojawił się "Sing Loud, Sing Proud" wszyscy sądzili, że zespół podąży drogą wytyczoną na poprzednim albumie... a tymczasem stało się tak tylko częściowo. Owszem zdecydowanym nawiązaniem do przeszłości są takie pankorkowe perełki jak "For Boston", "The Gauntlet", czy nowa wersja "Caps and Bottles", które kopią dupę równo z ziemią i sadzą na niej kwiatki. Z drugiej jednak strony pojawiają się takie kawałki, jak "Wich Side Are You On?", "A Few Goud Men" czy wręcz klasyki irlandzkiego folku jak "Rocky Road to Dublin", które zdecydowanie przesuwają środek ciężkości etykietki, którą można by opatrywac zespół z gatunku "street-punk", na "folk-punk".



Live on St. Patrick's Day (2002)

Image

* * * 3/4

Po raz pierwszy schodzimy poniżej czterech gwiazdek (niewiele, bo tylko o ćwiartkę, ale jednak), a szkoda, bo mogło być tak pięknie. Pamiętając o tym, jak prezentował się zespół w nagraniach koncertowych na "The Early Years" mocno ostrzyłem sobie żeby na ten album. Ciekawy byłem przede wszystkim czy zespół pójdzie podtrzyma koncertową formę sprzed czterech lat, czy może popłynie w stronę folku, do którego coraz wyraźniej ciążył. Kiedy już trzymałem to wydawnictwo w swoich łapach gorączka skoczyła mi jeszcze wyżej. Po pierwsze okazało się, że nie są to wybrane nagrania z całej trasy koncertowej, ale co lepsze fragmenty z trzech występów, które odbyły się w tej samej sali w Bostonie, co zapewniało spójność materiału. Po drugie zaś zachwycała objętość materiału: 26 kawałków na jednym krążku – same najlepsze hiciory. Już pierwsze minuty wskazują, że jest nieźle. Folkowe melodie chłopaki mogli sobie pitolić w studio, ale na koncercie odłożyli wszelkie lajty na bok i pojechali na ostro. Chwała im za to! Efekt jest taki, że niektóre kawałki z repertuaru zespołu znajdują swoje najlepsze wersje na tej właśnie płycie (np. tutejsza wersja creedencowego "Fortunate Son" bije na głowę wersję studyjną, która znalazła się na splicie z Face to Face). Wszystko leci na pełnych obrotach i najwyższym poziomie, więc teoretycznie powinienem być zadowolony... a jednak nie jestem jak widać. Dlaczego? Ano dlatego, że im dłużej człowiek słucha tej płyty, tym większe ma wrażenie, że jej realizacja jest nieco zbyt hmmm ...hałaśliwa? Wygląda to trochę tak jakby ktoś witalność tych występów próbował sztucznie podkreślić takim "żywiołowym" brzmieniem instrumentów. Pomysł wg mnie chybiony, bo cierpi na tym selektywność brzmienia poszczególnych instrumentów, co przy takiej liczbie utworów jest po prostu męczące. Drugim zarzutem jest to, że nie udało się tym razem zarejestrować tak wspaniale reakcji publiczności. Tzn oczywiście słychać, że DM, to już wielka gwiazda, gra dla tłumów i ekstatyczne okrzyki pojawiają się po każdym numerze, ale ulotniła się gdzieś ta wcześniejsza wyczuwalna więź pomiędzy sceną i publicznością i ten familijny klimacik koncertu, na którym znajomi grają dla znajomych. Szkoda.



Blackout (2003)

Image

* * * *

Zdaje się, że wraz z wydaniem "Live on St. Patrick's Day" Dropkicki postanowiły definitywnie pożegnać się z etykietką street-punk. Oburznie w środowisku punkowym po wydaniu tej płyty było powszechne. Niektórzy złośliwcy twierdzili, że lepiej by było dla bostończyków gdyby nagrali tą płytę w studio, a nie na zlocie kobziarzy. Na "Blackout" króluje już zdecydowanie irlandzki folk. Owszem, punk też jest, ale proporcje uległy diametralnej zmianie. Teraz mamy do czynienia z folkiem granym na punkowych obrotach (coś jak The Pogues po mocnej kawie), w przeciwieństwie do wcześniejszego punkrocka doprawionego lekko folkiem. Przyznam, że ta płyta także mnie początkowo odrzuciła. Wydawało mi się, że jest "za łagodna" i zbyt spokojna jak na tą bandę. Dopiero po którymś z kolei przesłuchaniu jej na słuchawkach odkryłem, że nawet w tych spokojniejszych kawałkach jest ogień - możne mniej wyrazisty, niż wcześniej, ale równie gorący. Nawet takie stricte folkowe numery jak mój ukochany "The Dirty Glass" rozpisany na damsko-męskie wokale, łapie za nogę jak należy. A przecież jest jeszcze całkiem przyjemne punkowe "Gonna Be a Blackout Tonight", czy "The Outcast". Ogólnie nie jest źle, a wręcz bardzo dobrze.



The Singles Collection, Vol. 2 - 1998-2004 (2005)

Image

* * * * 3/4

Z dostępnością dropkickowych pełnowymiarowych albumów w Polsce nie było w zasadzie nigdy najgorzej. Wszystkie płyty można było bez większych problemów dostać w epikach, czy innych sieciówkach. Zdecydowanie gorzej przedstawiała się sprawa z singlami i epkami, które ukazywały się w międzyczasie, bo te były dostępne tylko w niezależnych, małych dystrybucjach w jakiś śladowych nakładach. Pozostawało więc jedynie czytać recenzje tych wydawnictw w zachodniej prasie, i żałować, że nie ma tego jak dorwać. A żałować było czego, bo na tych małych płytkach obok materiału powtarzanego później na regularnych płytach pojawiały się przeważnie rzeczy, które nie były później dostępne nigdzie indziej. Dlatego z prawdziwą radością powitałem drugą część kolekcji dropkickowych singli. Dostajemy tutaj głównie covery innych kapel (na 23 kawałki tylko 6 jest autorstwa, bądź współautorstwa Dropkick M., reszta to cudze kompozycje). Niech za rekomendacje posłużą tylko niektóre nazwy zespołów wziętych na warsztat przez Bostończyków: Creedence Clearwater Revival, Cock Sparrer, Motorhead, Stiff Little Fingers, Angelic Upstarts, Misfits, Sham 69, AC/DC, The Business.
Kurczaki! To po prostu nie mogła być słaba płyta!



The Warrior's Code (2005)

Image

* *

Istnieje takie powiedzenie "z deszczu pod rynnę". Poznanie tej płyty wymagało by zastosowania powiedzenia "z pełnego słońca pod rynnę". "Singles Collection, Vol. 2" i "Warrior's Code" dotarły do mnie w jednej paczce. Trzymając się porządku chronologicznego przesłuchałem najpierw składankę, o której wyżej, a następnie rozanielony włączyłem "Kod Wojownika" ...i poczułem się jakbym dostał gumowym młotkiem po łbie. Po godzinie wysokoenergetycznej jazdy wpadłem na 40 minut w okowy wszechogarniającej nudy i nijakości. Aż trudno uwierzyć, że zespół, który przez tyle lat potrafił komponować tuziny porywających numerów nagle nagrał takie bezpłciowe coś. Patent na granie jest w sumie podobny do tego na "Blackout", ale nie ma tu nawet ułamka błyskotliwości i polotu znanego z poprzedniej płyty. Nie można oczywiście zarzucić zespołowi braku umiejętności, czy jakiś ewidentnych wpadek, ale nagranie dla takiego zespołu jak DM albumu, na którym nie ma krzty energii, a po przesłuchaniu nie zostaje w głowie ANI JEDEN utwór (coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy w przypadku tego zespołu), to nawet nie strzał w kolano - to strzał w samo serce.
Ta płyta pozostawiła po sobie taki niesmak, że odechciało mi się całkiem sięgać po kolejny album grupy, który Budyń wycenił na pięć gwiazdek. Może czas się przeprosić z tymi amerykańskimi ajriszami?

Zdrówka życzę

PS: Ostatni raz słuchałem sobie Dropkicków ze dwa lata temu, więc wszystko co powyżej pisałem z pamięci – jeśli więc pokręciłem jakieś tytuły kawałków czy coś, to sorki :rabbit:

User avatar
Wolfgang
Ciemnogrodzianin
Ciemnogrodzianin
Posts: 760
Joined: 08-08-2006, 22:39

Postby Wolfgang » 08-04-2009, 14:01

ale się kolega rozpisał.... Generalnie zgadzam sie z Twoimi ocenami. Z mojej strony jedynie drobna korekta co do 2 ostatnich albumów. Warrior's Code nie jest aż tak beznadziejny i jakieś 3 gwiazdki bym dał. Natomiast Meanest of Times zawiódl mnie na maxa. Po dwóch przesłuchaniach nie zapadł mi w pamięć ani jeden utwór i juz więcej go nie słuhałem. ** to nawet za dużo, bo tu nuda i brak przebojów, no chyba, że słuchałem innej płyty niż Budyń
I'm chasing nickels and dimes

User avatar
sosnowiczanin !
Oszołom
Oszołom
Posts: 443
Joined: 25-01-2009, 16:36
Location: Myszków/ Breslau

Postby sosnowiczanin ! » 08-04-2009, 14:06

Moim zdaniem na każdej płytce jest co najmniej kilka dobrych kawałków. Najlepsza płytka to chyba The Gangs all here.
Wiara, która przetrwała ... Zagłębie Sosnowiec
Oi! Oi! Oi!

User avatar
Acrid
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 1660
Joined: 10-08-2006, 17:05
Contact:

Postby Acrid » 08-04-2009, 14:22

Wrzosek, to teraz przyznaj się dlaczego na RYMie rzuciłeś Live on St. Patrick's Day 5 gwiazdek? ;) Dla mnie właśnie tyle ta płyta jest warta, nom, może 4.0-4.5, ale i tak bardzo mocno. Jedna z moich ulubionych koncertówek, którą na pewno zabrałbym na bezludna wyspę <8)

User avatar
Wrzosek
Szemrany Katol
Szemrany Katol
Posts: 4508
Joined: 01-08-2006, 00:23
Location: Section Warsaw
Contact:

Postby Wrzosek » 08-04-2009, 14:23

Acrid wrote:Wrzosek, to teraz przyznaj się dlaczego na RYMie rzuciłeś Live on St. Patrick's Day 5 gwiazdek?


Bo wtedy oceniałem wybiórczo, pod wpływem emocji, nie rozpatrujac tej kwestii na szerszym tle pełnej dyskografii = zaraz się tam zaloguje i zmienie :)

Zdrówka życzę

r27
Tomasz Jacykow Bloku Wschodniego
Tomasz Jacykow Bloku Wschodniego
Posts: 14535
Joined: 08-08-2006, 18:14

Postby r27 » 08-04-2009, 21:29

dropik dość szybko się nudzi....w sumie nie wiem czemu...ale od paru lat nie dam rady tego słuchać wiećej niż 1-2 kawałki

User avatar
el_fanatico
hipis
Posts: 1679
Joined: 16-02-2011, 17:15

Postby el_fanatico » 20-03-2013, 17:19

Dropkick Murphys singer attacks Nazi saluting stage invader

Dropkick Murphys' lead singer Ken Casey went up a couple of notches in our estimation over the weekend.

During a gig at New York's Terminal 5, the band performed "Skinhead on the MBTA" when a plethora of lads invaded the stage, and, according to Rocks Off, "some moron started seig heiling (the nazi salute) in time to the beat."

Casey would not be having any of this, "[Casey] noticed this and ran right over to the guy, smashed him in the face, took off his bass and hit him with that and then jumped on him and all out chaos ensued."

And, wouldn't you know it, it was caught on video:

http://www.youtube.com/watch?v=QGubnoMq ... r_embedded

Eventually, Casey came out of the pile-up, "strapped on his bass and said into the microphone, 'Nazis are NOT FUCKING WELCOME at a Dropkick Murphys show."

The Dropkicks released their latest album Signed And Sealed In Blood, and launched it with two dates at Vicar Street.

They'll be touring the US throughout the summer.


http://www.phantom.ie/page/190.195/2119/0/
Kiedyś kupię nóż i powyrzynam wszystkich wkoło.

szamel77
Czytelnik Wyborczej
Czytelnik Wyborczej
Posts: 98
Joined: 14-10-2010, 09:55
Location: Iława/Dublin

Postby szamel77 » 20-03-2013, 17:48

hehehe-dobrze chuja zalatwil :)

User avatar
koval
Dziedzic Pruski
Dziedzic Pruski
Posts: 10112
Joined: 07-08-2006, 12:28

Postby koval » 21-03-2013, 19:09

no, powstrzymali faszyzm przyglupy.
punki to chuje

WhitePunx
Eurosceptyk
Eurosceptyk
Posts: 131
Joined: 22-04-2009, 21:07

Postby WhitePunx » 21-03-2013, 22:21

a kogo nazywasz przygłupem ?? bo chyba siebie, dostał w ryj kozak i tyle , jasno powiedział że naziole są nie mile widziane na ich koncertach, wielu osobom już się to nudzi , takie beztroskie hajlowanie bo ani to śmieszne ani zabawne anie trendy itd .......

User avatar
PPC
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 6904
Joined: 21-07-2007, 09:40

Postby PPC » 21-03-2013, 22:28

musze sie z tym zgodzic. hailowanie w ogole juz nie jest modne teraz to wies jak chuj. pierwszy raz to poczulem jak jeden kolo obok mnie hailowal i po pijaku mial łzy w oczach kiedy kapela grala narodowy socjalizm, balem sie ze mi polozy glowe na ramieniu.
-Pewna znana krytyk, dyrektorka poważnego muzeum w Pradze, napisała "Przeszkadza mi skłonność Saudka do kiczu. Co by jej Pan odpowiedział, gdyby nadarzyła się okazja"

-Ona wie, co bym jej odpowiedział, bo to była moja kochanka. I jej córka także.

User avatar
geerwazy
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 2104
Joined: 08-08-2006, 10:11

Postby geerwazy » 22-03-2013, 10:05

koval wrote:no, powstrzymali faszyzm przyglupy.

gościu wypierdolił łapsko i przy okazji zabił 10 murzynów i ocalił planetę przed semickim lobby. godne pochwały.
Not enough war!
Not enough famine!
Not enough suffering!
NOT ENOUGH NATURAL SELECTION!
Image

User avatar
koval
Dziedzic Pruski
Dziedzic Pruski
Posts: 10112
Joined: 07-08-2006, 12:28

Postby koval » 22-03-2013, 20:31

frajerstwem jest bicie czlowieka przez ekipe troglodytow ktorzy z niewiadomego powodu czuja ze walcza w ten sopsob ze zlem swiata tego. to jest kurwa debilizm ktory moge zrozumiec u pietnastoletnich szczeniakow, a nie u doroslych ludzi, zeby zbutowac kogos za to ze jakiec gesty robi.
jak juz sa takimi bohaterami to mogli to chociaz na solo a nie hurtem. beda ich w piekle murzyni w dupe pierdolic.
punki to chuje

User avatar
ślepy
100% Conservative Punk
100% Conservative Punk
Posts: 3344
Joined: 02-10-2008, 14:18
Location: Rzeszów

Postby ślepy » 22-03-2013, 20:32

przecież w odwrotną stronę działa to tak samo. dużo roboty będą ci murzyni mieli :>

Jełop
Oszołom
Oszołom
Posts: 250
Joined: 21-10-2009, 20:42

Postby Jełop » 22-03-2013, 20:34

Ciekawe, co byś mówił jakby w sagan zerwał koleś, który na koncercie Konkwisty paraduje w koszulce z Leninem.

User avatar
koval
Dziedzic Pruski
Dziedzic Pruski
Posts: 10112
Joined: 07-08-2006, 12:28

Postby koval » 22-03-2013, 20:41

tacy ludzie nie chodza na takie koncerty <:)
kurwa zaloze sie ze to nie byl zaden nazista bo ci maja wyjebane centralnie na te orkiestre klazmerska, zwykly typ co to po pijaku sobie lape podniesie, faktycznie bylo go za co skopac <:)
punki to chuje

Jełop
Oszołom
Oszołom
Posts: 250
Joined: 21-10-2009, 20:42

Postby Jełop » 22-03-2013, 20:53

A ja myślę, że to taki żartowniś, co to właśnie lubi łapę podnieść i dobrze tu ktoś napisał, że to już nie jest zabawne, tylko chujowe.

User avatar
koval
Dziedzic Pruski
Dziedzic Pruski
Posts: 10112
Joined: 07-08-2006, 12:28

Postby koval » 22-03-2013, 20:56

gest jak gest, normalny czlowiek ma na to wyjebane, debil bedzie chcial bic.
punki to chuje

Jełop
Oszołom
Oszołom
Posts: 250
Joined: 21-10-2009, 20:42

Postby Jełop » 22-03-2013, 21:15

Z tego co zaobserwowałem, to raczej normalnych ludzi to bulwersuje, obojętne czy to są zaangażowani wegańscy lewacy, czy Janusze, którym kojarzy się to tylko ze Szkopami. Chyba, że normalny człowiek to ktoś inny. Debilem jest dla mnie raczej ten, kto dla jaj hailuje, a doskonale wie, że dostanie za to w pizdę.


Return to “Punk”

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest